peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2004

Niedługo przyjedzie do mnie Pan Ciechocinek. Zabierze mi komputer, drukarkę i trochę papierów też. Tych, co pozostały. Wywieziemy to do mojego nowego mieszkania. I to już będzie prawie finał przeprowadzki. Prawie. Ale teraz to już z górki, ha! No i tak dalej. Wreszcie.

Zmęczony jestem wręcz kurewsko. W ogóle nie wiem, co się ze mną dzieje. Na przykład wczoraj. Dostałem tekst do autoryzacji. I czytam „świntuszki” zamiast przeczytać „świat sztuki”. I wcale mnie to nie dziwi. Ani to mnie nie dziwi, że mi się tak przeczytało. Ani – zanim poznałem swój błąd – to, że mi się tak napisało. Wszystko jedno, jeden chuj. Dziś za to mejle i esemesy kończyłem frazą „a teraz idę się pakować”. Po czym siadałem na materacu i nie robiłem nic. I rozglądałem się po (jeszcze do jutra) moim pokoju. A widok to nie lada, trzeba przyznać, bo wszędzie leży tutaj wszystko.

Dostałem już pierwszy list na mój nowy adres. Oto fragment tej niebywałej epistoły: „Te oczy już Cię znają… Tak jak oczy matki są one pełne zrozumienia. Płynie z nich współczucie i miłość, a przede wszystkim nadzieja. Widać w nich lekarstwo na każdą twoją ranę, pomoc we wszelkich kłopotach i pociechę w każdym utrapieniu. Kim jest ta Matka? To Maryja, Matka Boża i nasza [...] Ona zaprasza Ciebie, abyś otwarł się na Jej macierzyńską miłość i miłosierdzie oraz zapoznał się z niezwykłym przesłaniem, które przekazała światu w 1917 roku w Fatimie. Opis tych objawień znajdziesz w książce Fatima – orędzie tragedii czy nadziei? autorstwa Antonio A. Borellego, wybitnego specjalisty w tej dziedzinie, znanego na całym świecie”. To tylko początek listu. Resztę zachowam na długie bezsenne noce.

A teraz zarządzam przerwę w mojej trans-misji. Wznowienie nadawania nastąpi z chwilą podłączenia mnie do neostrady. A to oznacza, że nie wiem, kiedy.

Pani w Trójce: „Może mam dziesięć kilo, może piętnaście, ale nie robię zapasów”.

To o cukrze było.

Sprzątam swoją nową norę, przestawiam szafę raz po raz, odkurzam, pucuję, nie mieszczę się z rzeczami, z książkami, potrzebuję przestrzeni i wspaniałych widoków na przyszłość. I nagle dostaję esemesa. Numer tak jakby nieznany, treść stawiająca na nogi: „Masz emila z poważnym pytaniem dotyczącym naszej wspólnej przyszłości”. No to ja nie mogę, ja wymiękam, normalnie, szmaty w kąt, tego, windą na dół, pełen obaw, idę tam gdzie idę. Mijam szczęśliwe wietnamskie rodziny, spacerujące ze swoimi dziećmi, mijam ten obrzydliwy klub dla tych, no, wiecie, co oni ten, między sobą, chłop z chłopem, jak w peeselu. A potem pędem wsiadam do tramwaju i już za chwileczkę, już za momencik u siebie jestem, znaczy się: w starym miejscu. I włączam komputer, i widzę, że to Ździra do mnie napisała, a nie jakieś domysły moje, lęki czy obawy. „Zapiszmy się razem na jakiś fajny kurs tańca nowoczesnego”, ona nagle. A esemesa wysłała ze służbowej komórki, ach.

A jeszcze wcześniej myślałem, zanim ten mejl się przede mną otworzył, że to prawdopodobnie od Pe ten esemes, to wszystko, bo może, ja wiem, poczuł się jakiś zaniedbywany taki. Przeze mnie. Rachunek sumienia robiony pomiędzy pierwszym a drugim przystankiem zaowocował jednak rozgrzeszeniem na trzecim. Lecz mimo wszystko postanowiłem poprawę. I wysiadłem.

A jeszcze wcześniej, dzień wcześniej, bawiliśmy się ze Ździrą w Cafe Kulturalna. Bo my tam ciągle, bo my tam przesiadywać i nie tylko uwielbiamy wręcz. No i podchodzi do mnie chłopiec, tam podchodzi do mnie chłopiec, w Kulturalnej. I pyta mnie, czy moją [sic!] partnerkę [sic!] mógłby do tańca poprosić, na co moja [sic!] partnerka [sic!] odpowiada, że jak ją chce poprosić, to czemu mnie pyta. I tak nas zostawiła obu. „Tańczcie sobie”, powiedziała. No to zatańczyliśmy. I on mi mówi, i on mi szepcze do ucha: „bo wy najfajniejszą parą dziś jesteście, wiecie?” Przecież wiedzieliśmy, ech. Takie rzeczy się kurwa wie.

A teraz spać trzeba, spać. Oko boli lewe, ucho lewe też oraz kawałek gardła z tej samej strony, co tamto. I tylko tamta strona, taki rozłam we mnie nastąpił. Czyżby dorwał mnie wirus Socjaldemokracji Polskiej? Za tydzień w CaKu New Romantic Party. Przede mną wielka ciemność.

Mam chyba jakąś alergię. Bolą oczy, łapie kaszel. Apatia. I tak już od kilku dni jest. Dziś koło południa rozmawiałem przez telefon i zaniemówiłem. Bynajmniej nie z wrażenia. Po spacerze trochę lepiej. Ale tylko przez moment.

Mam alergię. Nie mam włosów. Parę godzin temu byłem u fryzjera.

Mumin spóźnia się z oddaniem kaucji za mieszkanie. Muszę przeżyć do wtorku za 30 PLN.

Wszystko mi jedno.

1. —– Original Message —–
From: „Hanna XXX”
To: peep
Sent: Thursday, March 25, 2004 7:09 PM

kochasz mnie?

2. On Mar 25, 2004, at 7:12 PM, peep wrote:

Na palcu masz dyjament, w sercu twardy krzemien,
E-mail mi, Hanno, dajesz, juz i serce przemien!

3. —- Original Message —–
From: „Hanna XXX”
To: peep
Sent: Thursday, March 25, 2004 7:22 PM
Subject: Re: Re:

hehe
a skad wiesz ze jestem kobieta, moze sie podszywam?

4. On Mar 25, 2004, at 7:21 PM, peep wrote:

ponczochy ci wystaja

5. —– Original Message —–
From: „Hanna XXX”
To: peep
Sent: Thursday, March 25, 2004 7:27 PM
Subject: Re: Re:

powinnam raczej zapytac czy myslisz, ze jestem kobieta czy mezczyzna,
cipa ze mnie z nie ukrywajacy sie facio … hehe

6. —– Original Message —–
From: „Hanna XXX”
To: peep
Sent: Thursday, March 25, 2004 7:29 PM
Subject: Re: Re: Re:

dobra dobra … dobra dobra hehe
pitu pitu

7. .—– Original Message —–
From: „Hanna XXX”
To: peep
Sent: Thursday, March 25, 2004 7:31 PM
Subject: Re: Re: Re:

a jak ty sie nazywasz?

8. On Mar 25, 2004, at 7:32 PM, peep wrote:

franklin delano roosevelt

9. —– Original Message —–
From: „Hanna XXX”
To: peep
Sent: Thursday, March 25, 2004 7:40 PM
Subject: Re: Re: Re: Re:

aha, kij ci w ucho!
delano

10. On Mar 25, 2004, at 7:48 PM, peep wrote:

pitu pitu

11. —– Original Message —–
From: „Hanna XXX”
To: peep
Sent: Thursday, March 25, 2004 8:06 PM
Subject: Re: Re: Re: Re: Re:

sruto pierduto papa.

1.Znajdę jeszcze jedną pracę. Tym razem taką, gdzie płacą trochę więcej niż mniej.
2.Pójdę wreszcie do fryzjera i powiem mu to, o czym myślę już od jakiegoś czasu, żeby mu powiedzieć.
3.Nadrobię zaległości w dziedzinie szeroko pojmowanej kultury oraz rozrywki ambitniejszego autoramentu.
4.Nie będę się wdawał w dyskusje z przygłupami rezydującymi w komentarzach na portalach dla pedałów.
5.Będę udawał, że nie mieszkam na wprost najbardziej obciachowego klubu w mieście. (To dopiero od kwietnia, czyli już od tuż tuż.)

Po napisaniu tego czuję się trochę jak Katarzyna Grochola.

Ale fajnie jest coś sobie postanowić czasem. Co nie?

*Opcja pozostała: Z okazji ocipienia też mogą być.

Od kilku dni sygnał Radia Maryja można znaleźć na częstotliwościach zarezerwowanych dla lotnictwa cywilnego. Może to zagrażać samolotom lądującym na Okęciu – informuje warszawski dodatek „Gazety Wyborczej”.

[...]

Dziennikarze interweniowali w Urzędzie Regulacji Telekomunikacji i Poczty i Agencji Lotniczego. Okazało się, że stacja z Torunia używa częstotliwości 126.4 MHz. Jest to awaryjna częstotliwość, na której łączą się piloci z wieżą, w razie problemów na innych pasmach.

(Onet.pl)

Firma L.K.Avalon z Rzeszowa sprzeda w Iraku i innych krajach arabskich grę „Kokomando” – poinformowała „Gazeta Wyborcza”.

Bohaterem gry jest młody kogucik. Zadaniem Kokomando jest uwolnienie kur, które zostały porwane przez bandę lisów. [...]

Gra będzie sprzedawana w Iraku, a także w Kuwejcie, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze i Bahrajnie.

(Onet.pl)

Dzwonię na ogłoszenie jakiś tydzień temu:

- A w mieszkaniu jest Internet? – pytam.

- Tak, jest.

Po wpłaceniu kaucji:

- Ale pan wie, że ten Internet to przez telefon? (Pyta pan Janek z Janek.)

No zajebałbym.

Wracałem wczoraj ulicą Jana Pawła. (Tego drugiego.) Padał deszcz i jeździły autobusy nocne. Sekszopy, pipszoły, tańce na rurze, wideoprojekcje oraz kabiny otwarte i zamykane od wewnątrz. To wszystko tam, na tej ulicy jest właśnie. A pomiędzy tym wszystkim wysoce dwuznaczny szyld: „Duże rozmiary dla pań”. Oczka biegają w prawo, w lewo, skarpety nasiąknięte wodą, nogawki w piachu, katar.

Łikend zapowiadał się okropny, okazał się jednak być niczego sobie. Cóż, piątek, owszem, nic specjalnego, tak. Lecz wczoraj wieczór ze Ździrą i PIO. To chyba już tradycja jest. Uwielbiam takie tradycje. Przedwieczór za to z Pe. A dziś? Cały dzień z podstawami public relations, notka po chuju, nudy.

Znalezione blogi: humorymojegotatuska, marta-korozja oraz ruch-chorzow.

Halina Frąckowiak zamierza wydać nową płytę.


  • RSS