peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2004

Nic się nie posunęło. Zrezygnowałem z planów wyjazdowych różnych. Po to, żeby trochę popracować, żeby mieć z głowy choć część zaległości. Oraz po to, żeby choć trochę nie wydawać. (Żeby trochę nie wydawać za dużo.)

A teraz jest już sobota, sobotni wieczór jest teraz, połowa weekendu za pasem. Młodzież wkłada najlepsze skarpety i idzie na dyskoteki. Ja siedzę przed komputerem i jedyną rzeczą, jaką udało mi się dziś osiągnąć, jest to, że powoli przestaję mieć kaca. (Apap rządzi.) Pojawiają się jednak znienacka problemy innej natury. Po opalaniu piecze mnie z przodu.

(Ale gdy się przyjrzeć w dobrym świetle, to jeszcze się tam żagiel bieli.)

I tutaj nie będzie o wczorajszym wieczorze na przykład, choć może mogłoby to komuś przyjść do głowy, bo jednak najpierw ten wczorajszy wieczór, a teraz, potem, ta dzisiejsza notka. Nic jednak bardziej mylnego. Ponieważ będzie o czymś innym.

Oto bowiem, co znalazłem na wprost wejścia do domu, w którym mieszkam [pisownia oryginalna, boldy wedle mojego uznania]:

Jeżeli:
- doświadczasz rozstania z partnerem?
- ogarnia cię ogólne zniechęcenie
- masz czarne myśli
- ciągle wspominasz minione chwile
- wszystko się wali
- wylewasz łzy
- masz uczucie żalu
- ciągle myślisz o przeszłości
- dokucza ci uczucie zranienia [pięknie powiedziane!]
- doświadczasz osamotnienia

Jeżeli Cię to zainteresowało, oznacza to, że pragniesz się odkochać i to natychmiast. Pomogę tobie w tym. Pomogę też zapomnieć i wrócić do życia.

TO JEST DLA CIEBIE!!! DZWOŃ TERAZ!

W zeszłym miesiącu w sposób bardzo burzliwy rozstałam się z swoim narzeczonym. Byliśmy ze sobą 3 lata. Po rozstaniu w moim życiu powstała „czarna dziura”. Moje życie zawaliło się w ciągu kilku minut. Zburzyło to wszystko. Moja praca także podupadać. Jedyne co pamiętam z tego okresu to ciągle łzy. Myślałam, że już nigdy nie znajdę swojej drugiej połowy. Myślałam tylko o nim i o zakończeniu swojego życia. Do momentu, kiedy moja znajoma poleciła mi wizytę u znajomego terapeuty ciągu dwóch spotkań zupełnie odkochałam się w cudowny sposób. Teraz mam nowego faceta. 100 razy lepszego od tamtego. (Joanna.)

Gdy wróciłem z wojska dowiedziałem się, że moja dziewczyna z którą miałem się ożenić spotyka się z innym facetem. Cały czas o tym myślałem. Wpadłem w głęboką depresję. Nie mogłem ani spać, ani pracować. Ciągle wspominałem to, co razem przeżyliśmy i zastanawiałem się, dlaczego tak się stało i co złego zrobiłem. Na szczęście spotkałem Pana Bogumiła na imprezie u kolegi, który od ręki wyleczył mnie z niefortunnego uczucia. Jeszcze na tej samej imprezie poznałem dwie nowe dziewczyny. Jedna z nich pojechała ze mną na noc, a z drugą spotkałem się następnego dnia (miała męża). Co najdziwniejsze zadzwoniła do mnie była dziewczyna i chce do mnie wrócić. Odmówiłem, a w duchu umierałem ze śmiechu. (Marek)

Dalej był numer telefonu. Jak ktoś chce, to mu podam, bo mam, bo go sobie na drzwiach powiesiłem.

Ale nic nie ma za darmo. Najpierw się proszę zwierzyć.

Członkowie Antyklerykalnej Partii Postępu „Racja” pomylili się i zamiast planowanej manifestacji przed warszawską siedzibą Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski, pikietowali przed budynkiem, gdzie m.in. znajdują się biura Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Caritas Polska oraz KAI.

(KAI)

A może lepiej posiedzieć przed komputerem i porobić coś, za co mi potem zapłacą?

A może by tak na weekend do Krakowa?

Łał

16 komentarzy

Jeju, słyszałem dziś taki fajny kawałek w radiu, była w niego wsamplowana Marlena Dietrich po niemiecku, do tego jakiś francuski hip-hop (?) w damskim wykonaniu i jakieś wschodnie rytmy też, i jakiś dżezik, coś, normalnie, ten, niczego sobie taki ówże utwór był i do tej pory nie wiem, kto go wykonywał, gdzie go ze świecą szukać. Bo nie dosłuchałem, gdyż właśnie ze Zdzirą wychodziliśmy do sklepu po farbę, farbę niebieską, żeby pomalować szafkę w kuchni i teraz tę szafkę mamy już pomalowaną, tak, teraz jest wieczór, niedługo znów się będziemy zbierać, żeby wyjść. Tym razem – by wyjść do Kulturalnej i się nad wyraz dobrze bawić.

Pachnie nam rozpuszczalnik wszędzie, jemy czekoladowe ciasto ze śliwkami, co to je kupiliśmy przy okazji farby, lecz nie w tym samym sklepie; i mam nadzieję małą, że może mi się uda coś zrobić z moimi dłońmi, jeszcze przed wyjściem. Bo mam je odrobinę, by tak rzec, w kolorze niebieskim będące, gdyż nie tylko szafkę nam się udało pomalować, nie tylko, lecz moje dłonie także i to tylko moja wina jest, moja, bo nie umiałem sobie poradzić z dwoma pędzlami przy myciu.

A Zdzirze powiedziała dzisiaj pani w sklepie z chińską odzieżą (nie taką, że tenisówki, tylko taką w stylu jedwabie), że ona, że Zdzira ma figurę damy, w zamian za co usłyszałem przed momentem od niej, od Zdziry, że moje oczy to najbardziej ludzki element we mnie. Tak. I nie wiem, co to może na przykład oznaczać, czy się powinienem na przykład obrazić czy wręcz na przykład aż się wyprowadzić z oburzenia, nie wiem, przy trzaskających drzwiach na przykład. Zastanowię się nad tym jutro, prześpię się ze słowem Zdziry i zobaczę, co mi przyniesie ta noc.

A teraz się powoli żegnam z Państwem, gdyż się powoli już zaczynam zbierać. Zbierając się powoli, nucę nieudolnie inną słyszaną dziś w radiu piosenkę: „I’m just a little girl, who’s looking for a little boy”… Ciałko.

Na seans filmu „Fahrenheit 9.11″ wybrałem się w czapeczce zakupionej w ramach upamiętnienia pobytu (przyznaję się) na Stadionie. W trakcie projekcji przypomniało mi się, iż posiada ona wyszytą – niezbyt wprawdzie wyraźną, no ale – literę „W”. Co można by, owszem, wziąć za zabawną prowokację. Lecz niekoniecznie przecież. Bardzo niekoniecznie.

Dlatego też jedna tylko myśl kierowała mną po wyjściu z sali: natychmiast coś z tym zrobić. Jak najszybciej. Więc po powrocie do mieszkania przekreśliłem obciachową wyszywankę dwoma zamaszystymi pociągnięciami czarnego mazaka. I teraz tę czapeczkę zdobi z daleka rozpoznawalny krzyżyk – wyrażający mój sprzeciw wobec obecności na niej dablju. Którego jednak prawie w ogóle nie widać.

A film? To czysta propaganda i łopatologia. W sam raz dla oświecenia niezbyt lotnych umysłów naszych drogich sojuszników z USA. Lecz nikt normalny nie może przecież zaprzeczyć temu, że Moore miał jak najlepsze intencje. Bo miał.

I chuj z Dżordżem!

Czytam na blogu jakiegoś mongoła coś, co odbieram jako niewybredną aluzję pod swoim adresem. Pewnie zupełnie niesłusznie; przewrażliwiony jestem, neurotyczny, niedobry. Mongoła przecież nawet nie znam. Ale też niczego nie można wykluczyć. Nikomu nie ufać, z nikim się nie zaprzyjaźniać. Dobra stara metoda. Mniej potem doskwiera, kiedy ktoś wyrucha.

Wyjątkowo jest burzliwie tego dnia. Co się przekłada jakoś na nastroje; to ciśnienie, te deszcze i te gromy. Stąd podejrzliwość i niepewność. We mnie. Podejrzałbym o wiele więcej, lecz nie jestem pewien, czy tak dużo mogę. Poza tym wzrok nie taki. I brak chęci. I w ogóle brak. Tak.

W moim środku jakoś dziwnie jest. Od samego rana nie jest dobrze, a teraz jeszcze ten mongoł. Źle bardzo. Coś utkwiło i uwiera, nie pozwala się skupić. Bo trzeba się napić, stwierdzam. Nie słyszę żadnego sprzeciwu, wychodzę więc do Alfonsa po piwo. Jest wieczór. Pierwsze pary dresiarzy okupują nieśmiało bramę kamienicy. Jeszcze tak bardzo nie jebie. Niewiele dziś moczu padło między nami.

W okolicach Green Coffee reklama: „Rumunia zawsze zachwycająca”. Przechodzę tędy kilka razy dziennie, dopiero jednak teraz zauważam ten PR-owski smaczek. Zachwycam się przez moment i już mnie nie ma. Taki szybki jestem. Nieraz.

Wchodząc do przejścia podziemnego pod Rotundą, słyszę za sobą narastający dźwięk karetki. Im głębiej się zanurzam w głąb po schodach, dźwięk staje się coraz głośniejszy, coraz bardziej mnie goniący. Przyśpieszam kroku, w ostatniej chwili opanowuję się na tyle, by jednak nie biec, nie uciekać.

Nic nie jest fascynujące.

Kiedy jest gorąco, najpiękniejszym miejscem w Warszawie staje się pomnik Witosa.

Oni tam pod tym pomnikiem tacy są bez koszulek, tacy zupełnie.

Moja Urocza Przyjaciółka naucza polszczyzny obcokrajowców. W Krakowie.

Pewnego dnia podszedł do niej jeden z jej uczniów i pyta:

- Jak to jest, kiedy mężczyzna i kobieta robić seks, ale jemu to nie wystarcza?

Przyjaciółce wydawało się, że idealną odpowiedź stanowi tu słowo „niedojebany”. Na wszelki wypadek pyta jednak gościa, czy chodzi o „brzydki wyraz”.

- Nie, żaden brzydki. No mężczyzna i kobieta robić seks, a jemu to nie wystarcza. On by chciał jeszcze z czajnik albo z morze.

Chodziło mu o „zboczeńca”.


  • RSS