peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2004

Idę, idę, nagle patrzę, zatrzymuje mnie taki jeden. No to staję.

- Przeprowadzam badania marketingowe na temat jogurtów. Czy mógłby mi pan poświęcić chwilkę? – to on.

- A co za to dostanę? – to ja.

- Czekoladę i moją wdzięczność – powiedział, na co pomyślałem sobie, że skoro taki miły, to proszę.

- A mogę jeszcze wiedzieć, ile pan ma lat? – zapytuje.

- Dwadzieścia pięć, dwadzieścia cztery – ja.

- A to przepraszam, źle oceniłem pański wiek. Szukamy osób do dwudziestu dwóch lat – on.

Ha!

Agata B.: Musimy tańczyć tak, żeby pokazać jak najwięcej z tekstu.

Pip: Jak najwięcej seksu?

Agata B.: Z TEKSTU!!!

No właśnie. Jak nowy obyczaj każe, tańczymy ze zrozumieniem. Jasne?

Spipalam

11 komentarzy

Od teraz mnie nie ma, bo mam mamę na głowie.

Jeżeli pragniesz przeżyć coś naprawdę niebanalnego, kliknij TUTAJ i znajdź zdjęcie Anny Sibistowicz.

Pokroiłem banana w plasterki, żeby go następnie polać miodem i mieć takie smaczne jedzenie, taki deser. I nagle między tymi plasterkami widzę: robak. Taki szary. To ja go nożem i on już ma dwie części, z których jedna się trochę rusza, a druga raczej wcale. Potem robaka rozgniatam, najpierw tę część ruszającą się. Robaka już nie ma, lecz ochoty na banana też.

Odechciewa mi się wszystkiego. Tak w ogóle. Ostatnio działają na mnie tylko dwa słowa na pe: „prałat” oraz „pogrzeb”. Po raz kolejny okazuje się, niestety, że nie tak łatwo jest się nie interesować. Zaczynam być zwolennikiem komór gazowych dla pewnego gatunku ludzi.

Jedno z najdziwniejszych pytań, jakie zadano mi w trakcie seksu, padło parę godzin temu. Brzmiało ono:

- Chcesz papierosa?

Ja naprawdę nie wiem, co mam o tym myśleć.

(I nie chodziło o papierosa po, i nie chodziło o poppersa na przykład. Następnym razem usłyszę pewnie: „Co tak nic nie mówisz?”. Ratunku.)

Tak sobie myślę, że za blisko mnie ten łokieć suka trzyma. W ogóle mało jestem kontaktowy, dotykowy. A ona tutaj łokieć pcha, co mnie aż mierzi. Ja niby z chęcią bym swój w odpowiedzi cofnął, dla komfortu. Lecz z drugiej strony, postanawiam, nie ustąpię. Dla zasady. Tak. I co innego w tym temacie latem, co innego zimą i jesienią. Kiedy chłodniej. Po prostu co innego, kiedy pogoda inna. Wtedy się nosi różne rzeczy z rękawami takie, grubsze, nie ma skóra o skórę, jakoś się wytrzymuje. A nawet bywa, że się nie zauważa. Tymczasem tutaj: łokieć mój, łokieć jej. Ciało – ciało. To się musiało dziwnie skończyć. W końcu sobie wstała i zmieniła miejsce. (Wytrzymałem!)

Kino Luna zresztą bardzo dziwne jakieś jest. Odkąd tam chodzę, zwykle słyszę w kasie: „miejsca nienumerowane”. A potem, już na sali, wszyscy z tymi biletami: „My mamy piąte i szóste! Państwo siedzą na naszych miejscach!”.

Morał: Trudno znaleźć swoje miejsce w życiu. Gdyż rzeczywistość potrafi zaskakiwać ciągle nas. Na każdym kroku, byle łokciem, byle chuj.

Na Rynku:
- Ale macie dziury w płytkach.
- Spierdalaj.

W mieszkaniu Uroczej Przyjaciółki:
- Ciekawe, jak jest dzisiaj na polu?
- „Na polu”!
- No na polu, kurwa, a gdzie?

Na Kazimierzu:
- Kawę i herbatę proszę.
- Dziewięć pięćdziesiąt.
- A za herbatę?
- Za wszystko.

Kiedy w sobotę siedziałem w Dymie, pomyślałem sobie, że na dobrą sprawę mógłbym tu kiedyś powrócić; tam. W Krakowie jest coś ciepłego, swojego, przytulnego. Warszawa nie przytula. Warszawa daje jednak różne możliwości. Coś za coś.

W tym roku umierają ludzie o imieniu Czesław.

Żona sąsiada dresiarza mówi do mnie wieczorem „Siemano!”.

Rano dzwoni Era. Razem już tyle lat. Darmowe minuty i zniżki.

Po pracy małe pakowanie.

Po powrocie z Baum. kaszel i krew z nosa.

Dzisiaj ekspres o 15.15.


  • RSS