peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2004

W piątek wieczorem przychodzi do Karmy pan starszy. Czy może małą kawę, pyta. Na co dostaje odpowiedź, że nie za bardzo raczej (bo już późno było). Po czym podnosi w górę laskę, zwraca się w stronę wyjścia i wychodząc krzyczy: „Stolzmanówna zesrała się w gacie! Stolzmanówna zesrała się w gacie!”. Pochłania go ciemne miasto.

Jaką historię kryje w sobie ten człowiek? Dalibóg, zastanawiające.

Cicho, cicho między nimi, nagle ona:

- Ja też tak w sumie lubię wyglądać przez okno, kiedy jadę tramwajem, wiesz, no i któregoś dnia jak tak patrzyłam, to zobaczyłam takiego żółtego dżipa, oni je produkują w Holandii, takie fajne są, i tak się gapiłam na niego, gapiłam, przez dłuższy czas, tramwaj stał, nagle jak się tak patrzę, to patrzę, a tam stoi Piotr Fronczewski i też się na mnie patrzy, bo mnie widzi, bo chyba myśli, że się na niego patrzę, a ja przecież na tego dżipa, on chyba zresztą też na tego dżipa się patrzył wcześniej, tylko go nie zauważyłam, też mu się chyba spodobał, czy co. Fajne, nie?

Koleś się obudził:

- Kto tam stał?
- Piotr Fronczewski.
- Kto?!
- Piotr Fronczewski.
- Nie rozumiem…
- No Piotr Fronczewski, kurwa, taki aktor!

Wybrałem się wczoraj wieczorem na pokaz kina offowego w Lunie. Mimo iż licznie zebrani, źle ubrani pozujący młodzi yntelektualiści robili strasznie dużo burackiego hałasu w trakcie pokazu (ja rozumiem, czymś trzeba pokryć to zażenowanie z powodu przetłuszczonych włosów i braku laski u boku), więc mimo to udało mi się zobaczyć aż dwa z trzech filmów – i to nie dlatego, że wymiękłem, bo tamci, a dlatego, że po prostu musiałem już stamtąd wyjść z innych względów.

Jeden z tych filmów, traktujący o dziewczynach z dyski, był pod wiele obiecującym tytułem „Dajesz, czy trzeba z tobą chodzić?”. Tytuł nawet fajny, tak, lecz cała reszta nie za bardzo, choć muszę przyznać, że sentymentalnie jakoś tak się odniosłem do tych scen kręconych w krakowskich klubowych piwnicach. A kiedy na końcu bohaterki zajechały taksówką pod Cocon, to się dopiero obudziły wspomnienia! Poranne powroty wałem pod Wawelem. Normalnie mitologia młodości.

Jeżeli jednak, jak piszą organizatorzy, ten pokaz miał zaprezentować najciekawsze polskie filmy niezależne, to ja mówię niezależnym polskim twórcom: Sorry, dzieny.

Zastanawiałem się wczoraj wieczorem nad tytułem książki pewnego pana dziennikarza, w której to książce ówże pan dziennikarz rozmawia z różnymi lewicowymi raczej intelektualistami o różnych poruszających świat sprawach, na temat których ci lewicowi raczej intelektualiści wyrażają swoją jednoznacznie lewicową opinię. Takie mi zadanie dali w pracy, żeby ten tytuł wymyślić. No i wymyśliłem w końcu: „Gadki na lewą stronę”. Obawiam się jednak, że nie zyska to stosownej aprobaty przełożonych.

Także wczoraj, w trakcie poszukiwań naprawdę dobrego fryzjera w rejonach mojego miejsca zamieszkania, trafiłem na równie absorbującą co wymyślona przeze mnie nazwę: „Centrum czeskich towarów”. Towarów niezłych, jak mniemam. Wiele obiecująca dwuznaczność w tak bliskim sąsiedztwie. Błogosławione Śródmieście.

Dobrze się ma kreatywność.

Przesilenie

8 komentarzy

Oto jest dzień, w którym postanowiłem odmienić swoje życie.

Na początek zrezygnowałem z dodatkowego źródła kasiorki – aby mieć dzięki temu więcej czasu na to, żeby się rozwijać.

Już teraz, kiedy napisałem ostatnie zdanie stwierdzam, że poważnie mi odjebało.

Halina dzwoni z dedykacją:

Zbyszku, bardzo cię kocham, chociaż wiem, że nasze drogi nie mogą być razem, ale mam nadzieję, że to zawsze pozostanie między nami.

Pruderia

5 komentarzy

Siedzimy, siedzimy, pijemy, palimy, i nagle słychać wielkie:

- O KURWA!!!

Agata:

- Zdzira się właśnie przedstawiła.

Cała Polska padła na kolana: Patrick Swayze będzie tutaj kręcił nowy film.

Z pewnością jest to najważniejsze wydarzenie kulturalne w tym roku, porównywalne tylko z koncertem resztek po The Doors i występem grupy Scorpions jakichś chyba parę lat temu.

Niecierpliwie wypatrujemy Lindy Evans z jej najnowszym projektem.

Café Le Cock

5 komentarzy

Miałem sen: gotowałem na gazie człowieka. Żeby go zjeść. A co gorsza – gotowałem go w ubraniu. (On był w ubraniu. W garnku.) To był okropny sen.

„Ludzkie mięso we śnie jeść – dostaniesz na języku sierść” [Nekrofor, kanibal prymitywista].

Wczorajszego wieczoru byłem niemym świadkiem swoistego kuriozum. Niemym – gdyż tym kuriozum była pierwsza polska audycja dla homoseksualistów [?]. Radiowa. Więc nie mogłem się odezwać, choć czasami nawet chciałem.

Program ma być z założenia kontrowersyjny i przyciągnąć ma słuchaczy tracącemu najwyraźniej na (i tak nikłej) popularności Radiu 94. Radio 94 stara się być za wszelką cenę niepokorne i w ogóle. Taka jest strategia ich nowego dyrektora programowego, znanego skądinąd Michała Figurskiego. To bardzo dobrze, że zdecydowali się reklamować emitując audycję gejowsko-lesbijsko-feministyczną, bo przecież mogli zaprosić na przykład Cejrowskiego albo innego kołtuna, który by tropił Żydów albo coś w tym stylu. Bo przecież tak też było można, by osiągnąć szumek. Więc posunięcie (mimo nieskrywanych przesłanek czysto komercyjnych) w naprawdę bardzo dobrym kierunku. Jestem za co najmniej rękami i nogami.

Ale to wykonanie… No cóż. Żenujące. Popijasz łyk ciepłej coli i z niesmakiem twierdzisz, że to nie to. Nie pomogła nawet zaproszona do studia Kazia Najsłabsze Ogniwo. (Szczuka zresztą przestrzegała prowadzących, że będą się sypały oskarżenia o żenujący poziom, jaki reprezentuje ich audycja – swoją drogą, hehe, ciekawe, dlaczego się spodziewała takich oskarżeń… Oskarżeń, które jednak mają według niej świadczyć o – uwaga! – sukcesie audycji. Którego zatem, chcąc nie chcąc, i ja daję w tym momencie świadectwo. Doprawdy niewątpliwe.)

Więc żenująco, bo dwie godziny w eterze upłynęły na zapewnianiu, że za tydzień będzie już profesjonalnie, z sensem oraz bardzo, bardzo ten. No dobra, może to faktycznie takie tylko są ich trudne początki. Trudne początki, ale teksty przednie: „Trzaskanie homofoba tęczowym piórem po ryju”, „Alienacja jest jak za ciasna sukienka”, „Feministki lubią małe ptaki” oraz (co chyba znamienne) „Gej jest CZYMŚ normalnym”.

Audycji patronuje „Gay Liber – mały dumny ptak wyzwoliciel o tęczowych skrzydłach i trąbce zapylającej dobrem i miłością”. Postanowiłem, pełen dobrej woli, stwierdzić, że mam tu do czynienia z kampem.

Bo nie chcę jeszcze stawiać krzyżyka na tym ptaku. Nie. Gdyż kto wie, może już za tydzień nieźle sobie (z niego*) poleci.

(Albo nie.)

[*Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.]


  • RSS