peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2005

Jedziemy z Puławskiej na Chłodną, a pan taksówkarz:

- Ja tam lubię jeździć po alkoholu.

- Naprawdę? – interesujemy się. – I nie miał pan żadnego wypadku? – mamy nadzieję.

- Nieee… Raz zdjąłem przechodnia na pasach, ale to było już o piątej rano.

- I co mu się stało? – staramy nie myśleć o tym, żeby wyskoczyć podczas jazdy.

- Niiiic. Jakieś trzy miesiące w szpitalu, trepanacja czaszki czy coś.

Po przeczytaniu „Lubiewa” miałem nastrój na dziwne, takie jak tam klimaty – w tym sensie, żeby zobaczyć, ale jednak nie dotknąć, toteż kiedy R. zaproponował, żebyśmy do Alhambry przed kinem, zgodziłem się od razu, bo wiadomo, Alhambra.

Rozczarowanie jednak małe, bo niby wystrój mniej więcej taki, jak sobie wyobrażałem, niby ta pani za barem z fryzurą utapirowaną (tak się chyba mówi), że hej, niby też, jeszcze wcześniej, jak się wchodzi, pan szatniarz, który wygląda jak człowiek kryjący w sobie Tajemnicę, ale co z tego, kiedy z głośników leci radio ESKA, a w kiblu ktoś nakleił reklamę pisma „Obywatel”. Nic z tego.

Ważne jednak, że się było. Zastanawiam się, dokąd następnym razem. Może kawiarnia Czytelnika? Może Jaś i Małgosia? A może coś na Pradze? Kto był w krakowskim Rio, ten wie, o co mi chodzi.

„Głos Szczeciński”: Listy Jędrzeja Giertycha, głównego, obok Romana Dmowskiego, ideologa przedwojennych narodowców, podarowali wczoraj Książnicy Pomorskiej członkowie Młodzieży Wszechpolskiej.

[...]

W latach 1973-84 Jędrzej Giertych pisał je do jednego ze szczecińskich dziennikarzy. – Z listów wynika, że obaj panowie interesowali się aktualną historią Polski, omawiali problemy z cenzurą, a także konfiskatą książek emigracyjnych – uchyla rąbka tajemnicy Cecylia Judek z Książnicy Pomorskiej.

Judek!!!

[onet.pl]

Mojej Siostrze wycięli piętnaście centymetrów jelita i ja nie wiem, czy to mało, czy to dużo jest, nie wiem. Wszystko ma być dobrze, tyle tylko pamiętam, to mi powiedział pan doktor, to sobie wbiłem do głowy i nie dopuszczam innej możliwości. Styczeń najgorszym miesiącem w historii. Zdecydowanie. Same przykre rzeczy, głupie jakieś, niemal na każdej płaszczyźnie i niemal o każdej porze. A na przykład na dodatek, wydarzenie z niedalekiej przeszłości: kiedy zmęczony przychodzę do domu i otwieram biurko – zostaje mi w ręku kawałek szuflady. Jasne! Takie rzeczy też. Absolutnie wszystkie. Pełny asortyment. Horoskop z pisma „Gala” zabrania mi podejmowania jakichkolwiek ważnych decyzji w ciągu najbliższych paru dni. Bo zabrnę w ślepy zaułek. No i ja nie wiem, co teraz. Jeszcze tylko tydzień do lutego. Marzy mi się Jokohama.

Pozytywne jest za to jeżdżenie pociągiem, tak pozytywne, że aż żałuję, że nie posiadam dyktafonu czy czegoś w tym stylu: „Taki pociąg jak się zatrzymuje na stacyjce mniejszej, to się przyczynia do rozwoju tej społeczności”. „-Te buty to nie dla ciebie, oni powinni mieć suwak. -Oni mieli suwak, tylko ja go zaszyłem”. „Franciszek Pieczka… Jeszcze żyje… Ja lubię tego aktora… Skromny, nie wywyższa się… Tak. Są jeszcze ludzie w Polsce godni uwagi”. Tylko bym słuchał, słuchał, słuchał…

A dzisiejszy (pozytywny z założenia) wieczór rozpoczynam gdzie? W Alhambrze!

Taka sobota

7 komentarzy

Chłopiec za ścianą śpiewa „Kocham cię, życie”. Stoję przed lustrem i lustruję twarz. Czasem się zastanawiam, kim są ci sąsiedzi z (chyba) sąsiedniej klatki. Słychać ich tylko w łazience, za pralką. Może mieszkają w ścianie?

Matka dzwoni i donosi, że moja siostra w szpitalu. Wielki płacz, mi też się udziela. Zero konkretów. Po ochłonięciu oddzwaniam i stawiam tę moją matkę (werbalnie, wirtualnie) pod ścianą, wydobywając z niej informacje, z których jasno wynika, że aż tak źle nie jest, choć też nie idealnie. Jakiś wyrostek, wrzód, wycięcie, pięć dni. Jadę tam jutro rano i mam już kupioną maskotkę, wybraną książkę i przygotowane zajęcie do pociągu. Lubię być zorganizowany, choć w ogóle nie potrafię.

Maskotkę kupiłem w Smyku. Po przeciwnej stronie Rossmann, więc myślę sobie, że wejdę. Choć w środku okazuje się, że nie wiem, po co. Po pokręceniu się kupuję sól do kąpieli oraz świecę zapachową. Nie mam innych pomysłów. Staję w kolejce za parą lesbijek, które w dalszym ciągu fabuły przybierają postać matki z synem. Kiedy facetowi rosną cycki, nie powinien nosić długich włosów, stwierdzam, a po wyjściu zmierzam do Traffiku. Tam przeglądam „Czas Kultury” i przez moment zastanawiam się, czy nie kupić, ale żeby dla dwóch artykułów i jednego wywiadu? To nie, to nie, stwierdzam wreszcie. Tym bardziej, że jeden artykuł ukaże się za moment w książce, a z drugim, choć przyzwoity, prawie w ogóle się nie zgadzam. Zostaje jeszcze wywiad, no ale co z tego, jest tyle ważniejszych problemów.

Za moment Raster. Oddam Ebo Kapitana Nemo, posłucham pisarza Witkowskiego i wrócę, bo mam dużo pracy. Jak zawsze.

Lubię pisać notki na żywca.

Homo Pater

9 komentarzy

Dzieci w Kolumbii oszalały na punkcie komiksu z Janem Pawłem II w roli Supermana. Kajdanki dla Demonów, Tarcza Antygrzechowa, Kalesony Nieskazitelności, Okulary Dobroci, Buty z Gumy przeciwko Złej Energii oraz Miecz Oczyszczenia – to tylko niektóre gadżety, którymi posługuje się główny bohater komiksu „Chwalebny Ojciec Ludzkości”. [...] Jego superbohater oprócz tego, że za wszystkich się modli, aktywnie walczy ze złem (np. ratuje autobus), pomaga ludziom w rozwiązywaniu codziennych problemów i kropi wodą święconą, kiedy tylko poczuje, że w pobliżu może czaić się zły duch. z2504973N.jpg

[Metro]

True faith

9 komentarzy

Moja biedna matka ma w tym roku wyjątkowo ciężko. Cały czas wymyślam różne rzeczy, że coś chciałbym zmieniać w życiu, gwałtownie i nieodwracalnie, a ona potem wydzwania do mnie i mnie przekonuje, że nie, żebym się zastanowił, że kto to widział, żeby taka impulsywność u dojrzałego człowieka, czyli niby u mnie. Niby prawda. Więc nie zmieniam nic i jakoś mnie pogrąża ten rok z każdym dniem coraz bardziej. I jeszcze kiedy się rozglądam, kiedy słucham, widzę, słyszę, że nie tylko mnie, że dopada wszystkich. Mało to pocieszające. Ale przyjeżdża do Warszawy S. i tak pijąc z nią w Kulturalnej, dochodzimy do wniosku, że jednak najgorzej nie jest u nas, z nami. Chwilowo robi się lepiej. Przydałby się mimo to jakiś zgrabny pomysł na najbliższe jedenaście miesięcy, taka żarówka nad głową, jak w kreskówkach.

Ktoś wprawdzie przepowiedział wojnę, ale to niczego nie załatwia.

Od nowa

1 komentarz

I znowu mi się wszystko nie podoba. Brak motywacji, brak motywowania.

Trzeba się zastanowić.

Coś za coś

7 komentarzy

Chce, żebyśmy poszli do Sphinxa, na co ja raczej średnio tak w duchu, ale nie protestuję, bo chyba postawi mi obiad, więc co mi tam, idę, gdzie on, to i ja (ale tylko w sobotę wieczorem). Może mi nic złego nie będzie. Na miejscu okazuje się, że nie ma miejsc. No i kelner każe nam czekać w przedsionku, na co w normalnej sytuacji zareagowałbym w sobie wiadomy sposób, ale tym razem czekam i nie protestuję, bo wiadomo. Potem wołają nas do środka i mówią, że stolik trzeci na górze, żeby go zająć, co jest już kolejnym megakurwaprzegięciem w ciągu tych kilkunastu minut. Ja jednak spokojnie, spokojnie. (Jebany buc, czyli kelner, powinien tymczasem: 1. przeprosić nas za nasze czekanie w przedsionku 2. zaprowadzić nas na górę. 3. usadzić przy stoliku. Nic z tych rzeczy! Ale nie protestuję.) Wchodzimy na górę, szukamy, siadamy, zamawiamy jakieś gówno, ja ponadto piwo, duszkiem, duszkiem; nie ma tego złego. Potem płacimy, grosz do grosza, nie ma napiwków dla skurwysynów, wychodzimy. W przedsionku kolejka par, chłopaki z dziewczynami, parę par stoi też na zewnątrz, mróz, ale dziewczyny nie protestują.

Podchodzi do mnie koleś i mówi:

- Widziałem cię w radiu.


  • RSS