peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2005

- Co to jest?
- Kurzajka.
- A kto ci to zrobił?
- Nikt. Sama się zrobiła.

Nie mogłem niestety wysłuchać dalszego ciągu tej pasjonującej wymiany zdań między małą dziewczynką a jej (chyba?) babcią, ponieważ nadjechał autobus, trzeba było wsiadać.

Po przejechaniu dwóch przystanków musiałem z kolei wysiąść. Z autobusu. I oto po przejściu zaledwie paru metrów ujrzałem przed sobą Koncern, a obok Koncernu, dwa kroki, drzwi w drzwi, oko w oko… budujący się market Leader Price.

Olaboga, pomyślałem, a była to myśl podszyta nieprzyzwoitą rozkoszą. Bo proszę sobie wyobrazić: duży format, Rywin, etos, biznes, a obok najtańsza z możliwych strawa; dla tych najmniej wymagających. Jeszcze niżej niż Biedronka! Było swego czasu dość modne pojęcie homogenizacji immanentnej, przemieszanie pierwiastków wyższych i niższych w kulturze, nananana. Ale w kulturze, co podkreślano (a co to znaczy?), „wysokiej”, nie w jakiejś zupełnie nowej czy „współczesnej”. Więc tutaj nie do końca mi pasuje to pojęcie, jako porównanie, pasuje jednak bardziej niż każde inne. Tak sądzę. A o co mi chodzi? O zupełnie nowy społeczny model mi chodzi, mi to przypomina; nową rzeczywistość, która albo nam się po-tworzy powoli, albo, co bardziej prawdopodobne, już jest faktem, a to tylko takie groteskowe przyklepanie. Gdyż nowe najwyraźniej przed nami. Model rozwarstwienia made in Ameryka Łacińska. Ameryka Łacińska na Czerskiej. Symbol? Może właśnie symbol. Tak mi przyszło do głowy wczoraj.

Ale nie koniec na tym, bo na koniec będzie jednak pozytywnie. (I tak najważniejsza jest przecież własna dupa.) No więc mijam market Leader Price (w budowie), do którego, nie wstydzę się przyznać, sam pewnie będę niekiedy wpadał po pracy (i przejechaniu dwóch przystanków autobusem). Wkraczam do siedziby Koncernu. Archiwum. Podchodzę do bramki. Chłopiec ochroniarz (bo przecież nie „pan”) pyta, czy „ta pani” jest ze mną. Odwracam się i widzę nagle wyrosłą „tę panią”. Że jej jednak nie znam, mówię, że sam jestem. „Ale ja mogę iść z tym panem!”- ona o mnie. Dobra dobra. I kiedy już jestem wewnątrz, i kupuję sobotnio-niedzielne wydanie dziennika, „ta pani”, która znowu z tyłu, pyta:

- Co tam było ciekawego?

Odpowiadam:

- Julia Hartwig.

I wychodzę na przystanek.

„Skurwysyny koty!”, wykrzyknął nagle mój ojciec podczas wspólnego wielkanocnego oglądania filmu „Stuart Malutki”.

To wiele mówi. To wszystko o moich świętach.

Nareszcie, nareszcie.

(Dziś mi się więcej nie chce. Jeszcze przetrawiam bigos.)

Stoję pod Homosexuelle Mode i czekam na Ebo. Ebo u mamy i Lalura. Ale się umówiliśmy, że skoczymy później razem do Alberta.

Nagle słyszę jakiś bełkot z tyłu, na który jednak nie zwracam specjalnej uwagi. Aż nagle czuję, jak ktoś mnie klepie po mojej pięknej torbie. Odwracam się. Dwóch kolesi, raczej starszych niż młodszych. Pijani, naćpani albo pierdolnięci.

- Ej, donkiszociku, na co zbierasz? – pyta mnie jeden.

Co mu odpowiedzieć, żeby go całkiem wcięło?

- Na ciebie – mówię.

- Słyszaeś? Powiedział „na ciebie” – zwrócił uwagę pierwszemu ten drugi.

- Masz może jakiś temat? – pierwszy dążył do konfrontacji, lecz nie za bardzo wiedział, jak.

- Nie, dzisiaj nie – powiedziałem. Bo nic innego mi nie przyszło do głowy.

Poszli.

A potem przyszło Ebo i udaliśmy się do tego Alberta. Tam rewelacja na półce: piwo Samson w butelkach. Strasznie nas ubawiło. A wizje sesji zdjęciowych z Samsonem w roli głównej skłoniły mnie do wzięcia jednego – na spróbowanie. Niestety, podejrzana siatka z czeskiego supermarketu pękła po drodze do domu. Samson poleciał pierwszy. Jest teraz bardzo rozbity i nie nadaje się do niczego. (Jednak mój współlokator jest w posiadaniu jego kompromitującego zdjęcia z naszymi butami – TUTAJ.) Takie rzeczy się na wiosnę dzieją. W marcu jak w garncu.

Na święta święte słowa:

linklinklink

Skorpion kocha, dopóki zdobywa. Będąc mu wiernym, partner powinien też być niedostępną zagadką. Seks znaczy bardzo dużo w życiu Skorpiona. Może przemienić się nawet w jego obsesję. W zachowaniach Skorpiona więcej jest pożądania aniżeli czułości. Jest zaborczy także w miłości. Zazdrosny do nieprzytomności łączy seks z miłością. Nieświadomy lęk przed śmiercią jest przyczyną większości kłopotów osób spod tego znaku. A to trudny dla nich rok. Dlatego 6, 7, 10 i 11 kwietnia powinny koniecznie znaleźć czas na odpoczynek we dwoje. „Zapach kwitnących wiśni zetrze wszystko, co źródłem jest niemocy”. (Specjalnie dla METRA David Harklay). (Wczoraj). (Jestem z listopada).

Mój fryzjer jest z powołania punkiem. Toteż strzygł mnie w sobotę przy hałaśliwych dźwiękach punkowego zespołu Cela Numer 3. Siedzę, popijam wino, a nade mną szał. A zespół Cela Numer 3 posiada w swoim repertuarze piosenkę o dziewczynie, która obchodzi osiemnaste urodziny. Refren tego jest mniej więcej o tym, że on jej tylko jedną różę z tej okazji, tych urodzin, bo wielkie wiązanki to się na pogrzeb daje. Więc on takową jej dopiero wtedy. I chyba ta smutna piosenka skłoniła mojego fryzjera do wyrzeźbienia mi z tyłu głowy czegoś, co nazwał klepsydrą. Gdyż się tak wyrzeźbione przez niego na mnie trójkąty z włosów układają; jeżeli się tym włosom bardzo uważnie przyjrzeć. (Poziom skomplikowania fryzury równy stopniowi zawiłości składni poprzedniego zdania.) Więc chodzę teraz po Wa z memento mori na głowie. Ach te włosy, włosy. Kto wydumał was rostit’ zimoj?

A noc przed fryzjerską sobotą to była noc cudownego minięcia depresji. Gdyż cały poprzedni tydzień cierpiałem bardzo, czując się dobrze tylko w pracy, a poza pracą czując się chujowo. Co oczywiście miało wpływ na robienie różnych rzeczy, których miałem nie robić, oraz na nierobienie tych, które robić powinienem. Cudowne minięcie depresji miało miejsce o 2.00 w nocy z piątku na sobotę, widomym zaś jego objawem stała się ogarniająca mnie nagle euforia. (Naprzemienne stany maniakalne i depresyjne. Znamy, znamy.) O 2.00 w nocy z piątku na sobotę zacząłem nagle chodzić po mieszkaniu, dzierżąc w dłoni puszkę piwa Tyskie i powtarzając: „Od piwaaa głowa się kiwaaa”. Po każdym takim powtórzeniu następowało stosowne kiwnięcie. I dopiero kiedy okulary spadły mi na podłogę, uświadomiłem sobie, że jestem porządnie pierdolnięty. Oraz że należy wobec tego trzymać się ode mnie z daleka. Niestety, to ostatnie przychodzi mi z niejakim trudem. Mam niepokojące przeczucie, iż ów postulat nie będzie łatwy do zrealizowania, gdyż nie odstępuję mojej świeżo wygolonej osoby na krok. Najwyraźniej sam siebie prześladuję.

A noc po fryzjerskiej sobocie to była noc zakończona w Le Madame. Którego już, jak wiadomo, ostatnie podrygi, bo ten chuj Kaczyński (ja zresztą nigdy tak do końca nie przekonałem się do tego miejsca). Więc w Le Madame stoimy przy barze, stoimy, tym na dole, z Renatą i Agatą ja. Czekanie się dłuży, bałagan, barman o imieniu Sebastian ma bardzo fajne spodnie, zwłaszcza z tyłu. I kiedy już przychodzi nasza kolej, mówimy wszyscy troje (jednocześnie), że trzy piwa chcemy. „To się nazywa alkoholizm”, stwierdzam, na co Agata: „To się nazywa przyjaźń”.

Będąc wczoraj na poczcie (ale nie na tej okropnej przy placu Konstytucji, tylko na takiej trochę lepszej, przy Chełmskiej), nabyłem trzy pocztówki wielkanocne. I to są nie lada pocztówki, proszę państwa, gdyż to są takie pocztówki (proszę państwa), co migają. Co jak się je tak specjalnie weźmie i się wtedy tak specjalnie na nie popatrzy, to jest zupełnie inny obraz niż normalnie.

Moją ulubioną jest bezapelacyjnie ta, na której Jezus trzymający owieczkę zmienia się w dwa kurczaki.

Albo ja jestem zbyt nerwowy, albo i nie jestem, albo coś; nie wiem tego na pewno. W każdym razie – wczorajszy dzień nie należał do spokojnych. Może to ta zmiana pogody? Praca: ustalanie różnych rzeczy z różnymi ludźmi siedzącymi w innych pracach i niewykazującymi dostatecznej woli porozumienia. Miliony mejli i telefonów bez skutku. Kuchnia: nieco wcześniejszy niż zwykle powrót do domu sprowokował we mnie chęć przyrządzenia czegoś do jedzenia WŁASNORĘCZNIE. Efekt: olej na spodniach, olej na podłodze, patelnia z mięskiem w okolicy kosza, płomień z palnika (to przez ten olej) na wysokości jakichś 30 centymetrów. Osmalone płytki na ścianie, które rzucają mi się w oczy dużo później. Podłoga wytarta z tłuszczu delikatnym odplamiaczem ACE prezentuje się nad wyraz korzystnie. Planowana potrawa w śmietniku. Spodnie do prania. Obiad na mieście. Telefon do domu: dziwne rewelacje. Blizna po matce. Wieczór: wreszcie odrobina spokoju. Piwo i papierosy. Choć najchętniej: położyć się w ciemnym pokoju i tak sobie leżeć, leżeć, leżeć…

Z piątku na sobotę śniło mi się, że chce mną zawładnąć szatan. Obudziłem się z wrzaskiem i zastanawiałem się przez dobre pół godziny (w środku nocy!), czy to efekt wpływów kulturowych, czy też szatan istnieje i chce mną zawładnąć rzeczywiście.


  • RSS