peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2005

Skaleczyłem się wczoraj w palec, piorąc żabę.

Wczoraj stał się odmienny dzień wieczorem. Bo przychodzę z pracy, wracam, nieco później niż zwykle (z paru względów), wchodzę, no a w domu oprócz Ebo – Agata. Od Agaty piękne zdjęcie z Wenecji, oprawione, oraz wspólny pomysł, w trójkę, żeby na chwilę do Baum. To ja musiałem do łazienki, żeby się odświeżyć. Po powrocie siadam i rozmowa; na wszystko mamy odpowiedni czas. W środku dyskusji poważnieję nagle, bardzo, robię przerażoną minę, milczę, a po jakimś czasie wyrzucam z siebie: „Ojej!”. Cisza. „Co się stało?”, Agata. Ja: „Zapomniałem użyć antyperspirantu”.

(W sobotę znów wyjazd poza Wa. Tym razem dłuższy, urlop, wreszcie. Żebym tylko niczego nie zapomniał, bo bym nie miał przez wieki.)

ajnort.jpg

Weekend w Krakowie jak psychiczny detoks. Będzie krótko, bo za dużo jest do powiedzenia. Niby niewiele: dwa kluby dwa dni pod rząd; plus parę mniejszych knajp, plus żeby zjeść, plus wyspanie. Ale opadło ze mnie wszystko, co ostatnio, i teraz jest tak jak dawno. Przyjeżdżam do Wa i co widzę w środku? Że dobrze. W sumie. Dziękuję całemu życiu oraz wam, drodzy bracia i siostry.

(Pośród rozlicznych atrakcji nabyłem drogą kupna ortalionowego Ajna z nogami w górze. Muszę go wyprać, wyobraź sobie.)

Mou.: A jak tam twoje sprawy, hm, sercowe?

Ja: Sercowe? To stanowczo za wysoko powiedziane.

Po przyjeździe do Krakowa odkryłem, że wziąłem za mało skarpet z domu. To co? Ponieważ hotel na placu Wolnica, w te pędy do Galerii Kazimierz. I co? I oczywiście zgubiłem się po wyjściu.

Siedzi dwóch kolesi w Carino, ja jem pyszny obiad, a na zewnątrz ulewa. „Co umyję włosy, to zaraz następnego dnia pada”, mówi młodszy-grubszy. Starszy, sobowtór Adolfa Hitlera (ale bez wąsów) tylko kiwa głową i zapala papierosa. Wiadomo.

(W poniedziałek byłem na filmie „Głęboko w gardle”, który jest filmem o filmie „Głębokie gardło”, i dowiedziałem się z tego filmu, że Linda Lovelace, która była, powiedzmy, protagonistką najgłośniejszego pornola w historii, posiadała kota nazywającego się Adolf Hitler właśnie. I ten kot miał wąsy. To tak na marginesie.)

berlin_od_mateusza2.jpg

A ja jadę do Krakowa – też tak będzie?

„Oj, chyba jakaś imprezka wczoraj była”, usłyszałem po przyjściu do pracy. Tak się jednak składa, że nie wypaliłem wczoraj ani jednego papierosa, nie wypiłem ani łyczka alkoholu i w ogóle postępowałem bardzo zdrowo. Co zatem robić z dniem rozpoczętym tak chujowo? Umówię się na jutro z fryzjerem.

Nie ma to jak wpierdolić się w beatyfikację. Poszliśmy z Olą wczoraj na rowery, a raczej pojechaliśmy, mimo że pora deszczowa, ale co tam. No i tak w okolicach placu Piłsudskiego zaczęły nas nagle otaczać zorganizowane tłumy, ewidentnie skądś powracające. W tych tłumach księża, zakonnice, harcerze i strażacy. Mundury i uniformy. Sztandary. „Czy to dzisiaj jest ta parada normalności?”, pyta Ola, a ja mówię, że nie, że była wczoraj (czyli przedwczoraj, patrząc na to z dzisiaj); była wczoraj, a dzisiaj jest beatyfikacja. Bo czytałem w gazecie. Ten, kto czyta, to wie.

Więc przeciskaliśmy się chodnikami, ulicami. Ja z plakietką na plecaku „Queer Youth”, czułem się wyjątkowo w tym gronie. Wreszcie udało nam się przemknąć i na powrót cieszyć się miłą przejażdżką. Po jej zakończeniu powróciłem do domu, aby kontynuować ostatni dzień tego (tamtego) zaskakującego weekendu.


  • RSS