peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2005

Po wejściu do autobusu zaczynam się zastanawiać nad jednym: czy w miarę młodemu i mądrze (co nie?) wyglądającemu chłopcu do twarzy jest z ogórkiem w miejscu (przede wszystkim) publicznym? Bo przecież nie mam pięciu lat i włosów kręconych*. To nie wiem.

Batonik tak, jakiś chrupek – rozumiem, ale żeby ogórek? Nie chodzi nawet o to, że ogórek jest (za) mało posz. To chyba jest po prostu obrzydliwe, myślę. Jeść ogórki w autobusie. Z drugiej strony – głód. Taki miałem problem komunikacyjny po południu, wczoraj. Wyluzowany i wesoły, a poważny tylko w pracy.

W towarzyszącej mi siatce woreczek pysznych małosolnych. Prosto ze sklepu. (Więc nieumyte; to minus.) A w moim brzuchu – wiadomo. Do domu zaś jeszcze trochę, a kiedy nawet będzie już, to trzeba wstawić, gotować; potem trzeba zaczekać, żeby to wreszcie wystygło. Tymczasem ogórek gotowy, zielony ma garniturek. Tyle że nieumty. (Niestety.) Lecz przecież to ja wybieram, to przecież ja decyduję. A co tam. Sięgam do torby, wyjmuję, jem, mmmmm… Kontrolne popatrywania na państwo rozlegające się wokół. Nie powiem: stres.

- Przepraszam, a skąd pan to ma? – atak od prawej strony.

Reakcja: zaskok. Przeciwnik: dość zrobiona pięćdziesiątka z nieco zakłopotanym spojrzeniem. (Plus dla mnie.) Działanie: Biorę ogórka w dwa palce. Przechylam głowę. Zmrużam się. (Źrenice staram się, żeby węższe.)

- Co mam? – pytam powoli po pauzie.

- No te – kiwa głową na rękę – te armstrongi.

***
Potrafię robić piękne rzeczy z koralików i drutu. Np.: krokodyle, myszy, pająki, kwiaty, pingwiny, węże…*

(Dobre?)

[*Cytaty za: anonse.gejowo.pl]

Wcześniej był piątek i była impreza. Oczywiście bardzo miło i w ogóle, że (prawie) wszyscy wpadli(ście) i bawili(ście) się z nami nieźle; mimo próby sabotażu ze strony niezbyt świeżych w środku nocy kwok – sąsiadek. Bardzo miło. Lecz ktoś mi zajebał zieloną gumową żabkę z trzech stojących od wieków na moim odwiecznym monitorze.

Wszyscy są podejrzani. A tobie niech ręka uschnie.

Kaczuszka robi „pip pip piiip”. Jest sobota. Stoję na mostku w Łazienkach i obserwuję wodę. Za moment przystanek, autobus. Potem tramwaj i D. Miły weekend. (Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że cały. Myślałem, że parę godzin.) Lubię być w takim stanie.

- Właśnie jem pyszne kanapki, wcześniej zrobił nam leczo…
- Przestań! Nie mogę tego słuchać. Zachowujesz się jak egzaltowana dwunastolatka.
- Przecież sam się tak zachowywałeś, kiedy spotykałeś się z…
- Niemożliwe! Ja nie jadam leczo!

[Koniec połączenia.]

z2888658G.jpgNa kogo głosuję, na tego bęc!

[Zdjęcie: Gazeta.pl]

Smiechowy chlopak! Lubie glosna muze, TANCZYC I PODOBNO JESTEM ZAJEBISTYM DANCEREM (tak mowia moi znajom,i wiec nie zwlyu joke) ehhehe, rysowac, jesc, spac i PIWWWO!!! Hehe a tak po za tym to jestem optymista po maxie i staram sie czerpac z zycia co najlepsze, bo mlodosc jest zakrutka na nauke!!! :/ Ale czeba sie uczyc bo nie chce sie zostac debylem xD ………………………………………. …………………… JESTEM JAKI JESTEM!!!

Więc najpierw przyjechałem do Le i poczułem się tam bardzo źle, duszno, duszno. Tak się (podobno) ma, kiedy się ma klimakterium. Ale że ja klimakterium? O, co to, to nie. To nie ja, co złego, no przecież. To ja nie wiem. Niepokoję się i jednocześnie myślę (smutno) o niedostanych esemesach.

Francuski koncert robi na mnie pewne wrażenie, a może żadnego wrażenia nie robi, poza perkusistą. (Skoczno. Tyle.) Więc wkrótce wychodzę. A Kinia z Piotrkiem podwożą.

Na pieszej, ostatniej wczoraj drodze znajduję dmuchanego słonia, z którego uchodzi powietrze. Karolek od nocy mieszka w moim domu.

fakju.jpg

Bolą mnie nogi, bo przyjechała siostra. No i chodziliśmy z siostrą po moim od niedawna i jej być może przyszłym mieście. (Kiedy się nie pochodzi, to pochodzić mus, bo trzeba poznać.) Parki, skwery, muzea. I to powstania warszawskiego, najważniejsze. Od niego zaczynać. Mówi wszystko. (Niedaleko muzeum wiszą plakaty wyborcze Kaczora z podopisywanymi „faszystami” i „paranojami”. Podobnie na Powiślu i pewnie też gdzie indziej. Dobrze.) Oglądam, chodzę, czytam. Tam stare gazety o „polskich bandytach”. Myślę: czy za sześćdziesiąt lat w Bagdadzie też? Dajmy na to. (Choć nie ma prawa i sprawiedliwości.)

I rozmawiamy z siostrą o mnie, o moim stołecznym życiu, że mi dobrze, że mam miejsce. (Wreszcie.)

- Które to już twoje mieszkanie tutaj? Piąte?
- Gdzie tam piąte!!! – pomyślenie. – Czwarte.

s_398.jpg


  • RSS