peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2005

Wielowadzie

13 komentarzy

W zeszłym tygodniu zaliczyłem dwa pogrzeby i jedną manifestację. Wszystko na świeżym i niezbyt przyjaznym powietrzu, więc skutki tego mogły być doprawdy opłakane, ale na szczęście nie są. (Witamina Ce tysiąc miligramów.)

Wczoraj zaś zrobiłem coś po raz ostatni – bo przedwczoraj obiecałem, że w ramach sprawdzianu już do końca roku nie.

On: Więc mówisz, że zajmujesz się budownictwem.
Ja: Nie. Mówiłem, że pracuję w wydawnictwie.
On: Aha, przepraszam…
Ja: To dziwne, bo kiedy kilkanaście minut temu mówiłem, że w wydawnictwie, a ty niby usłyszałeś, że w budownictwie, to powiedziałeś, że „od razu można wyczuć we mnie humanistę”.
On: Ależ możliwa jest taka dychotomia!
Ja: No ale nie jest to zbyt logiczne.
On: A czy życie jest logiczne?

Brał filiżankę w dwa palce i przykładał do policzka, przechylając głowę.

Wczorajszy wiec trwał kawał czasu i przyciągnął tłumy. Było raźno. A po wszystkim udaliśmy się w ścisłym gronie do Corso, gdzie konsumując ciastka, pijąc kawę oraz grzane wino, oddawaliśmy się mniej lub bardziej rewolucyjnym dyskusjom.

- Widziałaś wszechpolaków?
- Tak, dwóch.
- A po czym ich poznajesz?
- Szli i mówili: Wielka Polska katolicka.

Na naszym stoliku znalazła się skądś reklama środka na wzdęcia. Espumisan.

Stoję w kolejce do kasy (to najczęściej wykonywana przeze mnie czynność), gdy nagle podchodzi postać kobieca i wypowiada w mym kierunku słowa „Hello, Pip”. Patrzę się na nią i jej nie znam. Lecz cóż, niczym prawdziwy idol tłumów uśmiecham się i zaczynam ją przytulać w geście powitalnym; skoro mnie zna, widocznie ma ku temu podstawy. Jednocześnie kątem ucha zauważam, że ona mówi do mnie po angielsku. I nagle już wiem, tak! Znowu on. Rzeczywiście: Ebo stoi w kącie i uśmiecha się złośliwie. Napuścił na mnie swoją norweską przyjaciółkę. „Uwielbiam cię”, mówi, przechodząc obok. Gdyż moja reakcja, mimika – wtedy – były ponoć wiele warte. Cały ja! Kocham dostarczać radość. Cały ja – robię to zazwyczaj mimo woli.

Wiece solidarności z Poznaniem odbędą się w:

Elblągu, 27 listopada (niedziela), godz. 18.00, Pl. Słowiański
Gdańsku, 27 listopada (niedziela), godz. 13.00, Plac Trzech Krzyży
Krakowie, 26 listopada (sobota), godz. 14.00, Rynek Główny przy Wieży Ratuszowej
Łodzi, 27 listopada (niedziela), godz. 12.00, Pasaż Schillera
Rzeszów, 27 listopada, (niedziela), godz. 12.00, start pod Urzędem Wojewódzkim (ul. Grunwaldzka)
Warszawie, 27 listopada (niedziela), godz. 12.00, Pl. Konstytucji (między ul. Koszykową i Śniadeckich)
Wiec w Poznaniu: 26 listopada (sobota), godz. 15.00, ul. Półwiejska 42

- Gdzie jesteśmy?
- W autobusie.
- A gdzie jest ten autobus?
- Na ulicy.
- Na jakiej ulicy?
- Na czarnej.
- A jak się nazywa ta ulica?
- Nie widzę.

Bo przecież wszyscy dobrze wiemy, że najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

Poznań

21 komentarzy

Od soboty zastanawiam się, co mógłbym napisać. I nie wiem.

Brzydko tak

6 komentarzy

W ostatnim pięćset dziewiętnaście miejsce stojące dla ciot. Na Spacerowej wysiada duży blondyn, a tam, gdzie stał, dokładnie, pojawia się mały brunet. (Blondyn – skejtówka. Teraz wszystkie cioty to skejtówki. Wystarczy do Turboo zajrzeć, tam w darkrumach tylko takie siedzą.) Nie wiem za bardzo, co robić. Na czytanie jest mi za ciemno, na wyglądanie też, bo zaraz pewnie znowu będzie padać. Siedzę, wracam z tego kina i myślę, żeby się położyć jak najszybciej. A przedtem może wódeczkę czy coś, na rozgrzewkę. Za mamę, za tatę i na prawą nóżkę.

Wracam z kina i myślę, że te przedpremierowe pokazy to nawet fajne są, dosyć, bo za darmo. Ale ich publiczność, panienki z marketingu i chłopacy tacy – proszę… Jak to się śmieje ze wszystkiego, jak udaje, że zrozumiało, choć ni chuja nie łapie. Powiedzmy sobie otwarcie: czy „Jak w niebie” i „Historia przemocy” to są aż tak śmieszne filmy, żeby boki zrywać? A po wszystkim: „Ja nie lubię, kiedy filmy tak się kończą. Książki też.” Odwracam się do tyłu, patrzę, i dobrze wiemy oboje: przecież ta dziewczynka nawet „Cosmo” nie doczytała nigdy do połowy. A książki? Chyba przez szybę! Helou!

Chłopcy malowani wydzwaniają do Zdziry i pytają, czy to prawda jest, co pip w notce „Se mła!” napisał. Prawda! Ja nie wymyślam. A to są jaja dopiero.

Znam osobiście Pawła U z ogłoszenia 183626 i znam też osobiście czlowieka – niejakiego Adama W, który molestuje go juz od długiego czasu. Sprawa jest iście żałosna i kolesia może być tylko żal. Zraniona duma i „godność osobista” nie pozwala mu znieść odrzucenia jakiego doznał od Pawła U, jeśli o jakimkolwiek odrzuceniu może być mowa, gdyż obaj panowie spotkali się jakieś trzy razy i nawet nie doszło między nimi do zbliżenia ciał nie mówiąc o zbliżeniu dusz. W każdym bądź razie ów Adam W nie może przeżyć i zrozumieć że nie był w typie Pawła i że Paweł zrywając szybko tę znajomość tylko mu pomógł bo nie chciał chłopaka karmić jakimiś złudnymi nadziejami. I tu cała historia powinna się skończyć. Każdy powinien wrócić do swojego życia. Niestety ów Adam W. męczył i męczy niemiłosiernie Pawła różnymi telefonami, sms-ami, a kiedy ten przestał na nie odpowiadać fałszywymi oszczerstwami rozsiewanymi gdzie się tylko da. Posunął się nawet do tego że wysyłał podobne maile i listy do dyrekcji i pracowników firmy, w której Paweł pracuje, a nawet do jego rodziny i bliskich! Trwa to już ponad pół roku. Całą sprawą zajmuje się Policja, która poszukuje owego Adama W.
Proszę więc Was drodzy użytkownicy tego portalu o puszczenie mimo uszu bzdur jakie wypisuje ów szaleniec Adam W., który nie ma nawet na tyle godności osobistej i odwagi cywilnej żeby się pod nimi podpisać.
„Podłość ludzka nie ma granic”! – jakby powiedziała Bożenka Dykiel.
Pozdrawiam.

„Brak zdecydowanych działań na rzecz obrony demokracji może postawić nas niedługo w sytuacji bez wyjścia”, pisze Maciej Gdula w artykule opublikowanym na stronach Krytyki Politycznej.

- Ten pasztet za osiem dziewięćdziesiąt to naprawdę z zająca?
- Skąd! Wieprzowy! Tak się tylko nazywa, „Zając”.


  • RSS