peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2006

Jedna pani drugiej pani ogląda kurtkę na przystanku. Ta się chwali: „Za parę groszy kupiłam na Ochocie! Trzydzieści złoty! Za parę groszy jesteś królowa!”.

Idzie maj, więc może będzie kiedyś pięknie. Chłopaki z liceum po raz pierwszy wybiegają na boisko. Ulicą przejeżdża autobus. PKS Przasnysz, Poland.

Agacie może tulipan? No tak, tylko co z takim dużym będzie po tej Królikarni chodzić, niewygodnym, myślę. To go przytnę. I zostaje sama główka, która, mam wrażenie, więdnie znacznie szybciej niż gdyby to był kwiatek cały, więdnie szybciej, kiedy czekam, przysypiając na ławce przed, idzie burza, a potem sobie idzie, więdnie szybciej, kiedy zwiedzamy wystawę, pijemy niedobre piwo, komentujemy moją nową-starą kurtkę (dwa wyrażone zdania są wyraźnie podzielone), więdnie szybciej i potem, na pewno, kiedy siedzimy prawie wszyscy i pijemy dalej, więdnie aż do śmierci.

Rano esemes od kogoś: „Jak naprawdę cię kocham, fajnie mi się z tobą gada a ty mnie bo niewiem”. Na szczęście raczej pomyłka.

Nie wiem, co jest gorsze: Sinead O’Connor śpiewająca w radiu rege, dwa ziemniaki, które zostają z obierania, bo za dużo kupiłem (tak, czasem gotuję) i z którymi nie mam pojęcia, co zrobić, czy to siedzenie w kuchni (podczas gotowania) i myślenie, dlaczego tak jest.

Na wiosnę

14 komentarzy

Takie brudne te szyby w autobusie, że nie widać normalnie, co jest napisane na reklamie. Elvis i jego świat? Elvis i jego świr? (Nowy dodatek do „Wyborczej”, której zawsze wychodzi.) I tak się składa, no popatrz, że czytam właśnie wywiad Najsztuba z Łuczywo: „Sednem Gazety, jej wartością, jest od zawsze to, co się pisze na pierwszej stronie, w dziale krajowym, w dziale publicystyki, w dziale gospodarczym czy w dziale kultury. Tam ma nam o coś chodzić. Taki jest sens gazety. I żebyśmy mogli to robić, żeby w tej walce gazeta była niezależna i swobodna, to musi być finansowo zdrowa, także dzięki tym dodatkom”. Pierwsza strona dzisiejszej Gazety: „Kościół o prezerwatywach”. (Potem się okazuje, że Elvis i jego dwór.)

A w niedzielę wieczorem siedzę ze Zdzirą w Karmie i mówię jej, że czuję, że muszę coś zmienić w życiu. „Ale co chcesz zmienić?”, pyta Zdzira. Odpowiadam: „Nie wiem”.

Jest mi gorąco. Ale ciężko zmusić się do ściągnięcia kurtki. Klasyczny moment przełomu: trzeba zrobić pierwszy krok ku nowej, lepszej rzeczywistości. Niby chce się, ale jednak się nie chce. Ileż trzeba odwagi i determinacji! Tych nie brak tylko niektórym.

Kurtka wprawdzie nie zimowa, zimowa dawno już została odstawiona w kąt. Ale jeszcze nie letnia: zbyt ciepła. Po pachami pot, bo za gorąco, już mówiłem. I jeszcze ten brzuch, który zaczął mi rosnąć ostatnio, z którego na początku nawet się cieszyłem, bo zawsze taki chudy byłem. (Wszystko to obrzydliwe.) Ale teraz

Zdjąłem.

osp2.jpg

- A w pociągu jechałem z koleżanką z podstawówki!
- Tak?! Jak się nazywa?
- Zygmunt.

Jajo – rzecz cenna. [...]

W marzeniu sennym: (stłuczone) niepowodzenie, kłótnia; (czerwone) obfitość, dobrobyt; (jajecznica) niezgoda; (całe) dobra wiadomość. [Władysław Kopaliński, "Słownik symboli"]

Zadanie: czy i jakie jaja występują w waszych marzeniach?

Pani na poczcie, stara taka, mała, pyta mnie, czy wiem, jak się zakleja „te” koperty. Podchodzę do niej i pomagam, bo rzeczywiście, trzeba paseczek oderwać, przycisnąć. To nie to, co kiedyś, że na ślinę, a potem ze dwa razy pięścią. Pomagając, oglądam mimowolnie zawartość przesyłki. Czekając potem WIEKI na odbiór awiza (poczta i służba zdrowia to dwie największe suki w tym kraju), zastanawiam się, jaki jest sens wysyłać komuś opakowanie rutinoscorbinu. Ale widocznie jakiś jest, skoro „ta” pani wysyła. Może to nowa katolicka tradycja. Świąteczna.

Właśnie, święta już niedługo, za pasem, mówią, czeka mnie znów wyjazd, a ja tak nie lubię podróżować. Czuję się przez to trochę spięty, na dodatek mam wrażenie, że czegoś zaczyna mi brakować, że coś jest nie tak znowu. Ze mną. Nie wiem, co. Może pogoda mnie rozdrażnia, zimna.

Żeby coś z tym jednak zrobić, włączam stare piosenki, wieczorem, wstaję od komputera i kiwam się leciutko, tak bardziej rozciągając się niż tańcząc przed wiszącą nad materacem makatką (Jezus z dwoma promieniami). I tak co chwila. Nic przez to nie robię. Ale jestem normalny.

Wyluzka

32 komentarzy

Pojechaliśmy tam z Agatą pierdolniętym samochodem. Z boku. Pierdolniętym z boku samochodem, taksówką, pojechaliśmy. Super. (Taka korporacja.) Miała wgniecione drzwi, można było wsiadać tylko z jednej strony. A zaczęło się od pójścia na nowego Allena. A w zasadzie zaczęło się dzień wcześniej, w piątek, kiedy po chwili w tombie na Michaśce wylądowaliśmy w większości w zatłoczonej aurorze, na koncercie Człowieka Widmo. Działo się. I gardło wcale nie bolało, dopiero dzień później, w kinie, na nowym Allenie. I wtedy odkryłem, że to po zielonej herbacie, że to od niej tak mi drętwieje język: robię sobie za mocną. A po seansie pojechaliśmy pierdolniętym samochodem na klabing, choć miałem mieć inne, pracowite plany. Ale odkryliśmy w aktiwiście zachęcającą zajawkę, była sobota, ubrałem się dość lekko, lecz nie marzłem. Zapowiadało się, że będzie ciepło. Lecz w niedzielę już nie było, padał deszcz. Ale dzień wcześniej, a w zasadzie dwa dni wcześniej, jeśli liczyć od niedzieli, dwa dni wcześniej, w piątek, kiedy też przecież było nieźle, w aurorze, stwierdzam nagle, że ciekawe, czy tu są jacyś pedałowie, pytam, wtedy Agata, że może ten z tyłu, trochę wygląda, no to odwracam się i co widzę? Brzuch. Na wysokości oka jego brzuch. Bo on taki duży był, wyszła więc z tego zabawna sytuacja, dowcip, dobre? I odwróciłem się z powrotem, zaniosłem się serdecznym śmiechem. Wtedy zaczęły się te poszukiwania, tak jakby, gra w tęczowe, zielone żywe zakaz zrywania, zawsze trzeba mieć jakąś rozrywkę pod ręką, zwłaszcza kiedy nie ma się ochoty na nic więcej, tylko najebać się, poruszać i wrócić (następnego wieczoru, a w zasadzie już chyba w niedzielę nad ranem, kiedy pojawiłem się w domu, Ebo wszedł do łazienki, w której stałem, nie wiem, dlaczego nie spał, może go obudziłem, i zapytał „gdzie byłeś?”, więc się odwróciłem, a on tylko krzyknął „oboże, jaki jesteś pijany!” i uciekł). Więc wtedy się zaczęło, w piątek, a dzień później, w em dwadzieścia pięć, już po tym, jak podeszła do mnie laska, powiedziała „Cześć, Krzysiek”, po tym, jak jej przedtem odmachałem, choć nie kojarzyłem wcale, ale po swojemu pomyślałem, że widocznie kiedyś się poznaliśmy, skoro mnie pozdrawia, a tu proszę, pomyłka, więc po tym, ale zanim wysłuchałem tyrady młodego austriackiego artysty przeciwko jego krajance Jelinek, która tylko krytykuje i nie potrafi niczego zaproponować, a ja nie potrafiłem dobrać słów, żeby mu powiedzieć, jak bardzo chłopak nie ma racji, że przecież ona nie musi proponować. (A na zaproszeniu na wernisaż umieszcza zdjęcie: bułka, dwie parówki, to jest niby propozycja, tak?) Więc przed tym, kiedy mu nie powiedziałem, co myślałem, mówię do Agaty, z którą później, wychodząc, staliśmy za taką postacią wyciętą z tektury, człowiekiem widmo też tak jakby, jak najbardziej, staliśmy w kolejce do szatni i dopiero po chwili się zorientowaliśmy, tyle było śmiechu, więc mówię do niej, kiedy jeszcze byliśmy w środku, zdaje się, że tak to szło, że może ten, co tańczy przed nami, jest, na co ona po chwili, że hetero, co widać po mordzie, więc obserwuję go dalej, jak tańczy, i mówię, że po dupie już nie, więc Agata przygląda się i stwierdza: no nie. Tak to mniej więcej wyglądało.


  • RSS