peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2006

Tej

24 komentarzy

A jednak Poznań. Wsiadam do przedziału i ponieważ mam bilet weekendowy, pytam, czy są wolne miejsca. Cisza. Więc zajmuję to, które wygląda na wolne. „Zajęte!”, odzywa się baba ondulacja. „Tam jest wolne!”, pokazuje, „tam!”. Typowo polska tępota. Pozostałe klony milczą, czytają super ekspresy. Umieszczam się między nimi. Taka jazda trwa ze trzy godziny. Konin, Koło, Zasutowo [tak!]. Nareszcie dojeżdżamy do Poznania.

W Poznaniu nieźle, tej, mimo że pogoda. Jest kilka takich miejsc, gdzie nie wolno się pałętać. W Kukabarze jest świetnie, a w Browarze Kulczykowa. Muszę coś przemyśleć, więc pozwól, że do tego nic nie dodam.

Najlepsze imprezy odbywają się w prohibicję. Wczoraj Pink Party w Zuju: numer jeden na świecie! Różowe stroje i ekscentryczne tańce. Jak wyglądał Ebo, można zobaczyć u Ebo, a jak wyglądał Pip, nie pokażę, bo nie pokazuję. Powiem tylko tyle: krawat w słonie i bombki. Lecz przede wszystkim świadomość, że na zewnątrz jest zupełnie inna rzeczywistość, że tam jakiś papież, że tam jakieś coś. Kontestacja na miarę naszych czasów. Czasy na miarę naszej kontestacji.

Na Alejach stoją ludzie, czekają na przejazd Benedykta. „Na kogo czekamy, mamo?”, pyta dziecko trzymające chorągiewkę. „Na Bożenę”, odpowiada mama. Jedyny taki stan. Poruszenie i skupienie w jednym.

Siedzimy sobie w Baum., świętujemy urodziny Ebo i martwimy się (między innymi), jak to będzie z tą prohibicją. (Jebany kraj.) Pomysł z drugiego planu: „Wyjdę na balkon z butelką Wyborowej i mu pomacham, jak będzie przejeżdżał dołem”. Żałuję, że nie mam takich możliwości.

Ale nie tylko o tym rozmawiamy. Ponieważ ogólnie ciężkie czasy są. Też tak prywatnie. I nagle Kaśka: „A wiecie, co mi się śniło? Że Wojciech Mann zakochał się we mnie. I chciał dla mnie schudnąć. I chudł”. Nie wiem, jak pozostałych, lecz mnie to stawia na nogi.

Takie na przykład targi książki to akcja dość męcząca jest, naprawdę. Człowiek musi siedzieć i uśmiechać się do ludzi, choćby nie wiadomo jak kretyńskie zadawali mu pytania, człowiek nie wypoczywa w weekend, do czego jest przyzwyczajony, bolą go non stop oczy i chce mu się, człowiekowi, spać jeszcze w poniedziałek, choć po targach wtedy jest już dawno, dawno. Więc chujowo. Ale nic, myśli sobie człowiek, przecież ci, co pracują w takich na przykład hutach, mają o wiele gorzej. I to co dzień. (O trudzie hutniczym i jemu podobnym pisują nieraz marnej jakości pisarze.) Więc człowiek dochodzi powoli do siebie, wraca do codziennego, ustalonego rytmu. I kto wie, czy to nie jest dla człowieka najgorsze.

W Karmie gra cicho piosenka, która jest w języku obcym, ale jej refren słyszę tak: „Ptysiowa jazda”. I bardzo mi się to podoba, jest takie słodkie jak mi jest słodko w tym momencie: kawa z lodami i ciasto marchewkowe. Dobre. A potem przychodzi Zdzira. Opowiadamy sobie, jak zwykle, co było w poprzednim odcinku. Mówię (bo jest taka sprawa): „Wiesz, pojechałbym do Poznania, ale nie mam za dużo kasy”. Zdzira: „Ale masz duże możliwości!”. Macham ręką: „Wiem, wiem…”.

W nocnym autobusie stoję obok Murzynki karlicy, która siedzi, podpiera się rękami po obu stronach siedzenia i tak śmiesznie tymi nogami ten. Wracam z bardzo nieudanej nocnej wycieczki i choć kilkanaście minut wcześniej przez moment nawet się bałem, teraz uśmiecham się, bo cieszę, bo przytrafiła mi się kolejna jedyna w swoim rodzaju przygoda. (Nie mogę jej tutaj opowiedzieć.) Gdzieś tam z tyłu autobusu dwóch kolesi głośno dyskutuje o zakazie sprzedaży alkoholu w trakcie wizyty papieża. „Jebany kraj”, myślę – i zapisuję sobie, żeby zrobić zapas.

„Nabiał, wędliny i zwykłe kasze. Tylko w Marcpolu – popieram nasze!”. To hasło zwyciężyło w konkursie mojej ulubionej sieci handlowej (dlaczego ulubionej – teraz już wszystkim wiadomo). Na plakat ogłaszający wyniki konkursu natknąłem się wychodząc z uroczego blaszaka przy Pałacu. Chciałbym kiedyś zasiadać w żury czegoś takiego. To musi być znacznie ciekawsze niż sędziowanie w konkursie im. Małgorzaty Szułczyńskiej dla młodych poetek (organizator: Miejski Ośrodek Kultury w Bydgoszczy), w konkursie O Laur Kosmicznego Koperka (organizator: Miejska Biblioteka Publiczna w Nowej Rudzie) czy też w konkursie O Wawrzyn Sądecczyzny (organizator: Powiatowa Biblioteka Publiczna w Starym Sączu). Znacznie ciekawsze, choć z drugiej strony, biorąc pod uwagę laureatów i laureatki wspomnianych tu przeze mnie plebiscytów, laureatów i laureatki przeświadczonych i przeświadczone o swojej poetyckiej wręcz doskonałości (wszak są laureatami i laureatkami), zalewających wydawców tonami gówna, które w większości wypadków nie nadaje się nawet do tego, by je podsyłać znajomym mejlem w ramach codziennej porcji dowcipu, więc biorąc to wszystko pod uwagę: może szkoda, że nie zasiada tam nikt, kto wziąłby to, pozamiatał, wyjebał i zamknął klapę na amen. „Za oknem miasto wita mnie krzykiem samotności”. I buch! Trzy strony z konkursami w siwi. Kurwa, ja czasem nie mogę.

W piątek skułem się jak szpadel, więc w sobotę nie poszedłem na manifestację, bo mnie bolała głowa i w ogóle jakoś tak się czułem, myślałem: jakieś to wszystko takie jest, że nie. W ten sposób powstała rozbieżność pomiędzy głoszonymi przeze mnie ideałami a życiem, moim życiem. Powstała wina, moja bardzo wielka wina powstała, w sobotę, po tym kiedy w piątek pozwoliłem sobie na nie tak znowu dużo, lecz widocznie na zbyt wiele. W sobotę wstałem i zażyłem środki. Lecz było już zbyt późno, żeby pójść i walczyć. Zawstydziłem się i zrobiłem pranie.

A pierwsza (?) majowa burza przeszła w niedzielę bokiem, robiąc przy tym dużo szumu i nieco chłodniejsze powietrze.

Warszawa, sobota, 13.05, godz. 14, Plac Zamkowy

Częstochowa, sobota, 13.05, godz. 12, Plac Biegańskiego

Gdańsk, sobota, 13.05, godz. 12, spod Dworca Głównego pod Kuratorium

Kraków, sobota, 13.05, godz. 12, na Rynku Głównym

Szczecin, sobota, 13.05, godz. 12, na Pl. Lotników pod pomnikiem Colleoniego

Katowice, sobota, 13.05, godz. 12, pod Teatrem Śląskim

Rzeszów, sobota, 13.05, godz. 12, Rynek

Wrocław, niedziela, 14.05, godz. 15, Rynek

Katowice, poniedziałek, 15 maja, godz. 14, Rynek

SONDA
z czego wali wierzejskiemu?
z dupy
z ryja

  • RSS