peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2006

Koleś robi „pi pip!”, co oznacza, że mamy się rozstąpić. To jest postęp. Do tej pory parli bez oporów, przy czym z rzadka mówili „przepraszam”. A wszystko przez to, że – jak już pisałem – gdzie nie stanę, tam zaraz robi się normalnie przejście. (W sensie korytarz niby – każdy tamtędy ten.) Więc „pi pip!”, stoimy z księżniczkami (LINK) w Jadło, jest tydzień temu, sobota. Jeszcze chyba nie taka gorąca pogoda. (W taką pogodę jak teraz mam ciągle nastrój spóźnienia na ostatni pociąg.) Więc stoimy, pijemy, pi pip! „Skończył się video film”, śpiewa pani z głośnika, ruszamy w rytm piosenki ciałem, a mnie to rusza także wewnątrz, też tak wiecie. Bo Agata zauważa podobieństwo tej piosenki do sytuacji, która mi się wydarzyła w życiu. Dziś nie obchodzi mnie to, dziś już chuj z tym. Od ponad tygodnia nic. (Ta notka nie ma nic wspólnego z miłością.)

Uwielbiam ostatni dzień przed urlopem. Sprawdzam połączenia.

Kiedyś Lenin, teraz Wojtyła. Roman – koń, który mówi, chce zabezpieczyć każdą polską szkołę w bezcenne myśli poprzedniego papieża. Bezcenne myśli poprzedniego papieża liczą sobie aż 15 tomów, dlatego postuluje się podobno, aby program klasy maturalnej liceum obejmował, poza przysposobieniem do życia w rodzinie, historią ruchu narodowego oraz lekcją religii katolickiej, także wojtylizm, czyli naukę poglądów największego Polaka. Tyle wystarczy.

Idę sobie Nowym Światem, parę godzin temu to było, a z naprzeciwka staruszka. Caa na biao. I tak się mijamy, normalnie, na wysokości jednej z niezliczonych kawiarń, gdy nagle ona pac! Leży. Wziea i się potknęa. To ja co? To ją pod pachy i ciągnę. A jaka ciężka! Lecz się udao. Podniosłem. Ona w betonie. Strzepuje. Milczy: jest w szoku. Poza tym nic się nie stao.

Popierasz?

5 komentarzy

Popieraj: www.popieram.pl.

W sobotę poszliśmy z Renatą na manifestację antygiertychowską. Obywatelski obowiązek, prawda. Poza tym wreszcie jakaś w normalnym terminie. Dużo flag organizacji lewicowych, z którymi się nie utożsamiam, więc jako, powiedzmy, liberał, czułem się trochę nieswojo w tym gronie. Całe szczęście, znalazło się bezpieczne ideowo miejsce z tyłu.

Młodzi lewicowcy palili papierosy wyprodukowane przez koncerny tytoniowe. Zawsze miałem słabość do tych chłopców. Bo nie dość, że na ogół piękni, na dodatek mają ideały. (Choć to drugie może niekiedy przeszkadzać). Przed wymarszem z głośników samochodu-platoformy puścili, pewnie przez pomyłkę, piosenkę „Salvation”. „Giertych do… drewutni!”, tuż po wyruszeniu krzyknął jeden z podnieconych związkowców.

O poziomie zwolenników obecnego ministra edukacji świadczył doskonale siedzący na ławce pod sejmem staruszek. „Pedały i lesbije rządzą światem!”, zrzędził. „To co pan tu robisz, idź pan do kościoła”, radzono mu z boku. „Zostanę, może dadzą polizać”.

Dlaczego była burza? Bo zrobiłem pranie. I powiesiłem na balkonie. Niby tylko spodnie. Niby nic: zmoknie, wyschnie. Lecz chodzi o zasadę. Zawsze mam z pogodą ten sam problem. Natura przeciw mnie. Pogoda myśli negatywnie o mnie.

Nie było innej rady – schowałem się z książką pod kołdrę. Za gorąco jednak, by tak leżeć. Wstałem. Ale grzmiało. No to poszedłem po piwo. (Do kuchni miałem niedaleko.) I najpierw wypiłem jedno. Zrobiło się, owszem, przyjemnie. Ale to jeszcze nie to. Jedno za mało na burzę. (Chyba pierwszą w tym roku, jednak z tym może być różnie.) Więc wstałem jeszcze raz i poszedłem po drugie. Z każdym łykiem spokojniej. Za oknem też coraz lepiej. Choć ciągle ciemno, bo noc. I tylko deszcz trochę szumiał. Lecz szumiał coraz ciszej. Szumiał tak jak umiał.

W Siedlcach jest obraz El Greco, a ja spędziłem długi łykend niedaleko. Trochę jeździłem, trochę siedziałem na miejscu, a kiedy postanowiłem wyjść na słońce, zaczęło zbierać się na burzę. I tak już zostało do poniedziałku rano.

Dziś koło południa z powrotem w Warszawie. Dwóch kierowców w 501 (zmiana): „Jadąc powoli, harmonia mi się rozwaliła. Po prostu wyszła”.

SONDA
najlepszy tekst „po”:
to mówisz, że polonistykę studiowałeś?ładnie takie rzeczy pod obrazem jezusa robić?czemu masz zdjęcie pociągu?mógłbym ci wbić nóż w plecy i nawet byś nie poczuł

Wiadomo, że pod dywanem często najwięcej się kryje, więc odkurzając, podnoszę go i przejeżdżam delikatnie od spodu. Rzeczywiście, jest co zbierać. Niedziela: absolutnie nie nadaję się do życia. A to moje odkurzanie jest prawdziwie rozpaczliwą próbą zrobienia czegoś sensownego z ostatnim dniem doprawdy pięknego weekendu. Niby w sobotę parada, a potem Jimmy Somerville (i Maciej Kaczka) – jedyna opcja – ale w niedzielę spanie, więc już nie tak jak miało być, czyli nie pracowicie. Niestety. I tak jest co tydzień. Nie rozwijam się, ale świetnie się bawię. Kiedyś będę żałował?

Renata przywiozła mi z Tokio małego japońskiego penisa, który rośnie, kiedy go włożyć do wody. Praktyczne, zwłaszcza gdy jedzie się w daleką podróż, w czasie której liczy się rozmiar i waga każdej sztuki bagażu. Odtąd będę go miał na uwadze. Stoi [!] w butelce po śmietanie, takiej starej, którą możesz jeszcze znaleźć na strychu albo w piwnicy.

Notka sponsorowana przez: Kacyk. Sok z kapusty kwaszonej.

Nie Ankę, ale knajpę. Nie zgódź się:


http://www.spam.art.pl/listy/cafebaumgart/list.php


  • RSS