peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2006

Zakładam nowe konto pocztowe. W „nazwie użytkownika” wymaganych jest minimum sześć znaków, więc nie może być peep, więc wzoruję się na ebo i wpisuję peep.peep. Na co mi się wyświetla:

peep.peep jest niedostępna, ale możesz wybrać z poniższych nazw użytkownika:

pilarskister
pilarskienator
pilarskiorama
pilarskimeister.

Coś podobnego!

SONDA
co wybrac?
pilarskister
pilarskienator
pilarskiorama
pilarskimeister

Przychodzę do pracy, robię sobie kawę, otwieram komputerek, loguję się na pocztę – i czego nie widzę? Moich maili! No kurwa mać! A jeszcze wczoraj Maja dzwoni do mnie i mówi: mam koty do oddania, dwa, ładne, wiesz, wysłałam ci wiadomość i mi ją zwróciło.

Poczytaj sobie to i pierdol Onet razem ze mną.

O siódmej czterdzieści pięć dzwoni budzik i jak zwykle w tej sytuacji nie mam ochoty wstawać, ale nagle przychodzi mi do głowy: „Klasówka!!!” i od razu się zrywam.

Dziś tylko jedno zadaję pytanie: to było freudowskie czy gombrowiczowskie? (Możliwa jest też trzecia opcja, ale wolę nie mówić o niej głośno, żeby nie obudzić się następnego dnia pod postacią karalucha. Na przykład.)

PS: Upał taki, że rozpuściła mi się gumka od okularów.

Właśnie siedzę w moim zakładzie pracy z przyciśniętym do twarzy zwojem papierowych ręczników. Ponieważ nagle zaczęła mi lecieć – sikać! tryskać! – krew z rozdrapanego (niechcący) strupa po opryszczce. Za moment przychodzi informatyk, któremu będę musiał pokazywać różne rzeczy, które mi się nie podobają w moim komputerze, a on będzie to usuwał i naprawiał. Informatyk to nie hydraulik, ale i tak miałem pewne plany (ach) w związku z jego wizytą, jednak sytuacja, w jakiej się znalazłem, uniemożliwi mi ewentualne zaprzyjaźnienie się z informatykiem, przejście z nim na stopę prywatną.

Jest lato, zróbmy coś zwariowanego. Chodźmy do KDT, tam można kupić fajne rzeczy.

„Żubry są najzimniejsze”, mówi barmanka na Dobrej. To decyduje o wyborze. I nie jest tak, że nie robi mi różnicy, co piję. Ale gdy upał wyciska ze mnie wszystkie krople, lubię najbardziej to, co zimne i mokre. Pomijam kwestię smaku. Liczy się, że przeżyję.

Pomijam kwestię smaku. Gdzie indziej są lepsze miejsca. A w lepszych miejscach – lepsze możliwości. Nie tylko o to jednak chodzi. Gdyż liczy się towarzystwo. Ono mi robi różnicę. Bo towarzystwo to wszystko.

Niby nic się nie dzieje, a jednak dzieje się coś ciągle. Sara urodziła Jasia. Siostra dostała się na studia. Agata usłyszała strzały i zobaczyła sąsiadów pieprzących się na balkonie. A ja, grzebiąc w wizytówkach, znalazłem wycięty z gazety przepis na „noworoczne danie kazachskie”. Zadziwiłem tym sam siebie. Widocznie kiedyś uznałem, że pewnego dnia będzie jak znalazł… Japoński penis od Renaty wypełnił całą butelkę. Trzeba go będzie przesadzić.

Mój nieprzewidywalny współlokator, kończąc ciche dni między nami, przywiózł mi znad morza prawdziwy prezent-marzenie: obraz, na którym Jan Paweł trzyma w objęciach Benedykta (a może Benedykt trzyma w objęciach Jana Pawła?). Jeden w objęciach drugiego, drugi w objęciach szesnastego. Nad nimi uśmiechnięta Matka Boska z otwartym sercem (mój ulubiony motyw, chociaż z otwartym sercem zdecydowanie wolę Jezusa). Wszystko takie słodkie. Fragment tła wyklejony okruchami bursztynu.

Kiedyś zrobię zdjęcia i pokażę wam mój pokój.

Przeglądam ogłoszenia i widzę, że jedno z mieszkań, z którego zrezygnowałem jeszcze przed obejrzeniem, oferowane jest aktualnie za trochę niższą cenę, a na dodatek powiększyło się o cały metr kwadratowy powierzchni. Gratulujemy.

Siedzimy w Jadło. Przychodzi Generau i od razu zagląda pod stolik.

- Chciałem sprawdzić, czy masz zielone trampki.
- No mam. Zajebiste, nie?
- A zapłaciłeś już?

Popatrz na tego chłopca w bluzie z kapturem, który stoi naprzeciwko Hyatta. W taki upał. Czy on się nie poci? Urlop mi się kończy. Spędziłem go na bezowocnym poszukiwaniu mieszkania. Dwa razy już prawie, prawie. Ale nie. Głupi. Myślałem, że to trochę prostsza sprawa.

Urlop mi się kończy. Chciałem ten czas wykorzystać, lecz zjebałem go maksymalnie, teraz muszę to przyznać. Co zrobić. To się zdarza. Choć, w sumie, nie jest tak źle. Czytam, jem i śpię. Pogoda taka, że to w zupełności wystarcza. Czasem dokądś wychodzę, na krótko lub na chwilę. A potem wracam. A ten niczego sobie, podróżujący z dziewczyną, która nie zrozumiała jego dowcipu o zorganizowaniu urodzin na cmentarzu? Chyba wysiada na twoim przystanku.

W Auro

8 komentarzy

1. Podchodzi koleś i mówi:

- Przelejesz mi trochę piwa? Jestem na Red Watchu.

2. Podchodzi koleś i mowi:

- Możesz mnie poczęstować papierosem?
- No mogę – odpowiadam niechętnie. I równie niechętnie częstuję.
- Dzięki. Jak chcesz uniknąć takich dziwnych ludzi jak ja: to jest środek parkietu – radzi i odchodzi. Powtarzam to Agacie.
- Ale jak on cię objął! – mówi na to Agata.
- Bo chciał papierosa… Myślisz, że coś ten? To może pobiegnę za nim i powiem: „Nie chcę unikać takich dziwnych ludzi jak ty!”.

3. W tle „The passenger”.

- To była kiedyś moja ulubiona piosenka – mówi Agata.
- Moja ulubiona to „I should be so lucky” – mówi Pip.
- A moja „Boys, boys, boys”, mówi Agata.


  • RSS