peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2006

W niedzielę na Barskiej pojawia się nareszcie sztuka. Kuratorzy, bojąc się zdewastowania obiektów podczas imprezy (i słusznie, bo nie chcę nic mówić, ale rzygi latały dosłownie w powietrzu), prezentują większość z nich dopiero następnego dnia, a ja mogę je w spokoju obejrzeć. Mniej deszczowo, choć równie, może nawet bardziej klimatycznie.

W czasie performansu zasłaniamy widok tym, którzy nie zapłacili za bilet. „Ładna sukienka. Widziałem, jak obracałaś się w niej na dole”, mówi do Agaty chłopiec, o którym przypominam sobie w poniedziałek, skąd go znam, że jest kelnerem z Antraktu.

Pudło

5 komentarzy

Willa Warszawa. Sztuka i zabawa. W sobotę dużo ludzi, bo otwarcie. Ja raczej pod ścianami, bo nie zawsze lubię. Podchodzi jeden. Mówi do mnie:

- Witam Wrocław!

Wychodzimy z kina ze strasznego filmu „Palympsest” i mówię do Mariusza: „Wiesz, zawsze mi się mylą te aktorki. To była Dominika Ostałowska czy Małgorzata Kożuchowska?”. On: „Żadna z tych! Magdalena Cielecka! Ostałowska to przecież ta, która występuje w em jak myłość”. Na co ja: „Ależ skąd! W em jak myłość występuje Ostaszewska!”.

„Świetnie wyglądasz, Ebo”, powiedziała do mnie Renata, kiedy siedzieliśmy przedwczoraj w Kulturalnej.

W osiedlowym Mokpolu pracuje taka pani, która musi mieć coś nie ten z hormonami: późny nimfetyzm w wersji dla niezainteresowanych. Rzadko się witam z obcymi, lecz jej lubię mówić „dzień dobry”. Odpowiada wysoko i zalotnie. To mnie za każdym razem w głupi sposób bawi. Więc gdy ją widzę, wiem: powiem tylko dwa słowa, a będzie uzdrowiona dusza moja.

Choć po tym, kiedy Ebo przepowiedział mi przyszłość, już coraz mniej potrzebna ta terapia.

Spod Elei do domu są dwa autobusy. Skurwysyny: jadą jeden po drugim, więc jeśli przyjdziesz na przystanek nie w porę, musisz czekać na kolejny rzut.

No to czekam. Jest wczoraj. Przeglądam, co mam zapisane w telefonie. Automat doniósł parę dni temu z Gdańska, że w tamtejszym środku komunikacji publicznej podsłuchał dwóch kolesi rozmawiających o moim blogu. „Pip, jesteś Patrycją Markowską, a nawet Majką Jeżowską. High life”. Ach, ta popularność! A ja tutaj z siatami i wymiętym „Przekrojem”. Reklama na ostatniej stronie; czytam: „Uśmiechnij się! Jesteś w Hiszpanii”.

Poprawiam włosy, bo gdzieś niedaleko czai się na pewno Tadeusz Drozda z ekipą.

Pod tym niezbyt porywającym tytułem kryją się wspomnienia z niedawnego wyjazdu na Podlasie. Jedynej chyba okolicy, gdzie w sobotę i niedzielę nie padało. Więc odpoczywało się miło. Jadło, piło i leżało. Wracając, przywiozło się siostrę, która nagle dorosła. Dziś zaczyna pracę zarobkową, żeby mieć na studia.

Napis na mijanym przystanku pekaesu: GAY MASTER DISCO POLO ŻYJE.

W autobusie sto szesnaście wstaje nagle z siedzenia jakiś menel i krzyczy: „Najlepszy facet w całym życiu!”. Wszyscy patrzą na niego zdziwieni, więc on, ostatkiem sił, wyciąga rękę w kierunku miniętego przed momentem pomnika i dodaje – „Piłsudski!”.

A ja od wczoraj wiem na pewno, że coś się na pewno kończy.

Ale mam dziwne sny ostatnio. I je zapamiętuję! To nowość. Na przykład z wczoraj na dziś: że mieszkałem z Ebo w hotelu, za który płaciła jego korporacja. Hotel było koło lotniska i miał trzydzieści pięter. My jednak tylko na czwartym. Na zawsze.

W tym samym śnie też inny koszmar, bo powiesił się jeden ze znajomych (potem udało się go odratować), zaś były (lecz fikcyjny) kochanek kolejnego koniecznie chciał przekazać za moim pośrednictwem książkę. Niestety, zostało mu jeszcze trzydzieści (znów trzydzieści!) stron do przeczytania, a ja nie mogłem czekać i uciekłem.

Na przykład z przedwczoraj na wczoraj: śpię (gdzie?) i nagle budzi mnie coś, jakieś zwierzę. Przyglądam mu się dobrze: tak, to Renaty Balbina, pies. Z tym że chuda.

Stoi. Przy łóżku. I patrzy. „Co ona tu robi?”, pierwsza myśl, a druga: „Przecież Renata jest w pokoju obok. Balbina przyszła do mnie pewnie przez balkon”.

Hyhyhyhy

20 komentarzy

„Co się stao?”, „co się stao?”. Wszystkim nagle odjebao. Oto bowiem dowiedziaem się wczoraj, że jestem bardzo do tyłu, gdyż nie znam w chuj śmiesznego filmu opartego na serialu „Klanie”. A ja tak nie chcę być inny! Więc znalazłem go i obejrzaem. I muszę wam teraz powiedzieć, że co się uśmiaem, to moje. Wyjątkowo dowcipna i szalenie błyskotliwa musi być osoba, która zmontowaa ów teledysk. Ten rodzaj poczucia humoru jest niezwykle cennym darem, który odkrywszy, należy w sobie wytrwale pielęgnować.

-… a ten, co cię z nim widziałem ostatnio?
- Oj, związał mnie tylko kiedyś.


  • RSS