peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2006

Święta to spektakl. Rodzinny stół to scena. Role do obsadzenia (w zależności od potrzeb): córka, syn, matka, ojciec. (Role można zamieniać.) W tym roku wyszło dobrze. Na medal. Do powtórzenia.

Jedziemy z Ebo samochodem. Raz do mnie na wieś przed świętami. Po świętach do Kazimierza. Słuchamy płyty z kolędami. Śpiewamy. „Bo to Jezus, nie banany, weźmie nas między niebiany”. „W nóżki zimno, żłóbek twardy i nie ma musztardy”. A kiedy w kolędzie pojawiają się „te dziwy”, pokazujemy palcem na dziewczyny stojące na mijanym przystanku.

Świąteczni szowiniści.

Nara

29 komentarzy

Janion, Janion. Maria Janion. Osiemdziesiąt lat karmi nas ten chleb. Urodzona 24 grudnia, tak jak Jezus (król Polski) i Adam Mickiewicz (wieszcz). Czy kiedyś będą jej imienia szkoły, place, pomniki, szpitale? Zasłużyła sobie. W odróżnieniu od tych, którzy mają tych atrakcji nadmiar, a nie zasłużyli wcale.

Wszystkiego dobrego wszystkim, powrócę tu po przerwie świątecznej.

O kurwa

19 komentarzy

Czy Sejm ogłosi Jezusa królem Polski? Inicjatorzy uchwały przekonują, że za nadaniem Chrystusowi tytułu Jezus Król Polski przemawiają argumenty historyczne i teologiczne.


http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3804328.html

SONDA
kto powinien zostać królem Polski?
JezusKubica

Zagadka

35 komentarzy

Ebo oczywiście zaprzyjaźnia się ze wszystkimi. A ja się snuję i nudzę. Jesteśmy w PZO na Przetworach. Wybrałem się tu po prezenty, ale nie licząc taboretu z petów (zobacz), wszystko kupuję sobie: lampę z rakiety tenisowej, broszkę z metalu, portfel. Nie mam już pieniędzy.

Ebo poznał już wszystkich, ja nie poznaję nikogo. Czekam, aż będzie pokaz, by potem pojechać do domu. Kucam gdzieś w kącie. W głowie – nieprzyzwoita piosenka, którą stworzyliśmy wczoraj:

Ach, cóż to za postać
Przemyka po ulicach?

Tu spojrzy, tam zajrzy
I wszystkim się zachwyca?

Powącha autobus,
Pogłaszcze stare drzewo,

Zbuduje słoniowóz
A potem zwali konia?

Stoję na poczcie i oczywiście nie mogę się doczekać wydania mi mojej paczki, bo urzędniczki po drugiej stronie szyby szukają, szukają i nic. „A duża miała być przesyłka?”, pyta jedna. „Nie wiem”, odpowiadam, „tylko tyle wiem, że z Izraela”. Mohery siedzące pod oknem przerywają ciche ploty bądź modlitwy, patrzą na mnie podejrzliwie. Paczka chwilę później odnajduje się pod zet, zamiast pod pe.

Ceść. Nazywam się pip. Jestem zydem.

- A poźniej, jak potrzeba, to jest trwoga do Boga!

Notka z cyklu: Nie mam czasu, ale mam notatki.

Wychodzę z jedynej kabiny umieszczonej w dość przestronnym kiblu. (Są jeszcze dwa sedesy przerobione na pisuary.)

Natykam się na dziewczynkę mniej więcej w moim wieku.

- Męski? – pyta, choć może też stwierdza.
- Męski! – odpowiadam. (Cokolwiek ma na myśli.)
- To może się poznamy? – wyciąga dłoń. – Cześć, jestem Katarzyna. Najczęściej można mnie spotkać w męskich toaletach.

Pamiętaj: w Marcpolu nie zrobisz zakupów. Bo Marcpol szpeci centrum miasta. Choćby cię z głodu skręcało. Choćby najtańsze kakao. Nie kupuj tam, niech zbankrutują i złożą wreszcie ten swój wstrętny blaszak.

Obok Marcpolu jest Pałac*. Gdzie, a chyba mało osób to wiedziało, odbywały się w ten weekend targi książki. Na stoisku tom poezji „Dzieje rodzin polskich”. Oraz informacja, że Nagroda Literacka Gdynia.
- Czy to są dzieje rodzin też pomorskich?
- Jak to?
- No bo Gdynia.

A ty człowieku stój i się uśmiechaj do nich takich wszystkich.

*Podsłuchuj: „Tam, gdzie pisze Pałac Kultury, tam jest i metro”.

Zapalam świeczki, rozstawiam porcelanowe figurki. (W końcu muszę być romantykiem, takie jest zapotrzebowanie społeczne.) I nagle przychodzi esemes: „Hej, jesteśmy parą napalonych Mikołajek. Mamy świetne ciało, które chętnie Ci pokażemy. Chcesz? Ślij OK na 73009 (3,66 PLN netto), a dostaniesz w prezencie film”. Ha! Ciekawe, jaki to film. Rozważna i romantyczna? Z oferty jednak nie skorzystałem.

No dobra, nie zapalałem świeczek, choć może rzeczywiście da się znaleźć we mnie jakieś pokłady romantyzmu. (Wszystko à propos komentarzy sprzed notki, dwóch albo trzech.) Może da się, może nie, nie jest to aż takie istotne. Gdyż w obecnej sytuacji:
- Romanse kończą się przed czasem.
- W rzeczywistości nastąpiła długa, chorobliwa jesień.
- Tu i ówdzie wyrastają świeże liście, które pewnie zaraz zmarzną.

Nie jest dobrze.

porcelana1.jpg

Ebo (nareszcie wrócił!) sto razy ciekawiej pisze o Ameryce niż Joanna Pawluśkiewicz (tu). Ale Joannę też chciałbym w sumie polecić. Bardzo uważna, dość krytyczna, momentami zaskakująca (jej uwagi o niebiałych ocierają się niekiedy o niefajność). Nie da się polubić narratorki tej książki, nie da się nie lubić Ebo. To jest ta różnica. Joanna nie zachwyca. Jednak daje posmakować tego, co cię może spotkać, gdy się rzucisz za szeroką wodę, płynąc w stronę serial-życia.

- Mógłbyś człowieku nie zapłacić i pójść w chuj!
- Taka jest prawda!
- Albo położyć pińć złoty i spierdolić!

Licytują się swojskie chłopaki, wychodząc z (restauracji!) Pizza Hut.


  • RSS