peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2007

DSCN3739.JPG

Bardzo lubił żartować. Lubił wice – opowiadał dziennikarzom GW kard. Dziwisz.

Pogoda poprawia się tuż za zachodnią granicą i psuje, gdy wracając przekraczamy Odrę. Ma to przełożenie na wszystko, ale postanawiam nie narzekać i nie porównywać, no bo po co. Lepiej dobrze się zabawić i aktywnie wykorzystać limit karty kredytowej. Co też czynię. Swawole bez końca!

Chłopcy tacy, jakich nigdy nie zobaczę w Polsce. Trzeba celebrować te chwile, dlatego też z Norwegiem zorientowanym na pobliski darkroom wolę dyskutować o architekturze Alexanderplatz. (Potem oczywiście żałuję.) Innym razem Ebo spotyka znajomego, który od dziewięciu lat w Berlinie. „Lubię ten klub”, mówi, gdy stoimy w Schwuz, „bo tu przychodzą normalni kolesie, a nie jacyś przegięci”. Mi się właśnie dlatego nie podoba i już mam zapytać o to, dokąd przychodzą przegięci (gdybym chciał poznawać normalnych, pojechałbym do Sanoka), kiedy dostrzegam chłopczyka wyglądającego jak z popularnego tutaj zespołu. „Hi, are you from Tokio? I’m from hotel!”.

Muzyka stop!

- Podoba mi sie tez to, ze Niemcy maja takie zadarte nosy.

- Moze nie tylko nosy?

- Uhm.

- Dobrze ze mam gotyckie podniebienie.

Do Mokpolu wchodzi pani z siatką i mówi do kasjerki:

- Ja tutaj chemię wnoszę. Takie płyny różne.

W aptece za szybą kremy „Kozie mleko nawilżanie”. Przede mną dziewczyna w płaszczu. A przed nią dziwna pani. Starsza pani. Włosy ma rude, malowane. I czapkę z lysa. I taką lysią twarz. Straszna. I mówi strasznym szeptem. (Gardło ma schorowane.) I pyta tak strasznie dziewczynę, jakie ma perfumy ma.

Dziewczyna, że nie pamięta. Więc straszna ją za nadgarstki i wącha, stara. I mówi: „Bo za mną ciągle chodzi szanel pięć. Ten zapach na pewno był śliczny. Skoro go monroł używała”.

Osiedle wygląda rano jakby spadł na nie deszcz choinek. W nocy przeszła tędy wichura, która nie dawała mi chwilami spać. Wywiała ze śmietników suche drzewka – symbol życia, aha. Są wszędzie i trzeba uważać, gdy jest się rowerzystą lub kierowcą.

Na skrzyżowaniu mijam nowego chłopaka. Byłby nim na pewno (to spojrzenie) gdybym się tylko odwrócił. Niestety, kaptur trochę mnie usztywnia. Chciałbym przynajmniej wiedzieć, gdzie kupił swoje fajne spodnie. (Odezwa, plizka.)

Chwilę potem siedzę w autobusie, ssę tabletkę. Zastanawiam się, jak ludzie w dawnych czasach radzili sobie z bólem gardła. Pewnie umierali?

Obok kierowcy kolega. Rozmawiają o potrzebie wymiany pojazdu na nowy:

- Może za mało liżemy tyłki. Komu całowałeś dupę dziś?

Carino

21 komentarzy

Jadam tu rzadziej niż kiedyś, choć lubię tak samo od zawsze. Klienci w większości starzy; stali. Przeplatani studentami politechniki i – z rzadka – młodymi pisarkami. Nowi niekiedy robią awantury.

- Co to za drut w moim kotlecie jest? – podnosi się facet znad stolika.

Wołają szefa kuchni. Ten ogląda.

- No drut, drut – mówi. – Taki ze zmywaka, z druciaka drut.

I wraca na zaplecze.

Pół dnia spędziłem przedwczoraj na przypominaniu sobie wzorów z matematyki, gdyż musiałem obliczyć (dajmy na to, nie będę przecież zdradzał tutaj tajemnicy zawodowej), ile procent z na przykład 7637.59 stanowi 600. (Było mi to potrzebne do zapełnienia jednej małej rubryczki pewnego bardzo obszernego wniosku.) Za chuja nie wiedziałem, jak to zrobić. Próbowałem różnych kombinacji, łącznie z rysunkowymi, ale wystarczyło, że ktoś przyszedł (przez dłuższy czas siedziałem w pracy sam, więc wszyscy przychodzili do mnie), wystarczyło zatem, by ktoś przyszedł, a już się myliłem, już nie wiedziałem, o co chodzi. (Nie wiem nadal.) Po paru godzinach nadwątlania wiary we własne możliwości, znalazłem ratunek w osobie pracującej biurko obok pani Wioli, która, załatwiwszy, co miała załatwić, powróciła do zakładu pracy, wzięła ode mnie tabelkę i oddała po minucie. Wypełnioną. Cud! Cud, że kiedy zdawałem maturę, nie było na niej matematyki.

Wczoraj za to był najlepszy dzień w tym roku, bo dowiedziałem się, że chwali mnie kto? Sama Maria Janion. Tak. To jest prawdziwy lans teraz.

Omajgo

10 komentarzy

charlatan.gif

W sobotę urządziliśmy pedalski klabing z Mateuszem, słabing, Galeria i Utopia, ale obciach. Pijemy? Czemu nie. Więc załatwiłem się koszmarnie. I wyszedłem. Żebym chociaż zrobił coś głupiego! Wszystko na nic. Koszmar. Nie wolno dać się tak załatwić, że potem do światła po ścianach. I nie wiadomo, w jaki sposób w domu. Komu jak komu, ale mi się chyba przyda mała przerwa. Promocja zero procent. Magiczne słowo: trzeźwość.

W Galerii pod ścianą koleś, który wygląda jak autor bloga Gejowski (z Łodzi). Ale przecież nie podejdę i go nie zapytam: „Cześć, czy ty jesteś gejowski?”.


  • RSS