peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2007

Pada deszcz, siedze w wynajmowanym mieszkaniu w Wilnie, jednym okiem czytam esej Tomasa Venclovy o tym miescie, drugim ogladam GayTV (tyle mi zostalo). Ladni chlopcy spiewaja o milosci do dziewczyn. Brzydcy chlopcy czesto sa pedalami (jak Elton John) i spiewaja ogolnie. Potem film o zakochaniu sie ladnego chlopca w brzydkim aktorze porno. W momencie, kiedy ladny chlopiec robi brzydkiemu aktorowi laske (pokazali tylko, jak kuca), przelaczam na TVP Kultura. Konczy sie (powoli) „Krotki film o zabijaniu”.

Serce mi nie krwawi z dala od ojczyzny. Ale kutas tak. Poniewaz nie moge zawierac blizszych znajomosci z pieknymi Litwinami, rekompensuje to sobie, wydajac wszystkie pieniadze.

Poszukuje wobec tego kogos, kto wezmie na siebie humanitarny obowiazek utrzymywania mnie do konca zycia.

Babcia klozetowa nad Jeziorem Kowienskim (oni nazywaja to morzem, ale bez przesady):

- Ty Giermanija?
- Nie. Polsza.
- A to ja umiem po polsku! Majtki ci nie spadna? – pokazuje na moje skinny jeans opinajace powabne biodra.
- Nie, mam przy pasku ciezki aparat i on ciagnie spodnie w dol – klamie. – Ile?
- Dwadziescia cztery, ale daj wiecej, jak mozesz.

Daje lita, w koncu bedzie musiala zajac sie zakrwawionym gazikiem, ktory porzucilem obok dziury w ziemi robiacej za sedes, bo nie bylo nigdzie kosza. (Nie wiem, dlaczego nie wrzucilem tego do dziury.)

Jednym z najwiekszych wakacyjnych przezyc w mojej coraz obszerniejszej, ale ciagle malo imponujacej biografii pozostanie bez watpienia podroz autokarem PKP [!] do Wilna. (Przez Kowno. Ja podrozowalem do Kowna.)

Dwoch kierowcow, z ktorych zaden jeszcze nie jechal ta trasa. Jeden juz na emeryturze – cwaniak z Czerniakowa, ktory przez cala droge przechwalal sie, komu wpierdolil. (A wpierdolil licznym.) Drugi jak Bohdan Smolen. Bomba!

Nagrywalem i zapisywalem sobie ich dialogi. Jest to material dosc obszerny, jego opracowanie zajmie troche czasu. Probka:

- Jak chcesz wiedziec, to ta droga bialostocka jest upstrzona krzyzami.
- Ta, slyszalem.
- To Ruskie wszystko, wiesz, zasypiaja. I Polacy, wiesz, zasypiaja.
- Ta.
[Nagle] – Ty kurwo! Wdepcze cie w ziemie, kacapie pierdolony!… Widziales? Podwojna ciagla, a ten sie spieszy… Oni kiedys jezdzili jak u siebie.
- No, kiedys tak.

Wazne jednak, ze dojechalem. W tych okolicznosciach nie bylo to oczywiste: zamiast w Budzisku, przekroczyli granice w Ogrodnikach. A potem nie wiedzieli, ktoredy do Kowna. Cale szczescie, jakis Litwin (pasazer) zaoferowal swoja pomoc.

Wczoraj, kiedy wychodzilem ze sklepu nocnego na terenie wilenskiego dworca (ach te litewskie dworce! Warszawo, wstydz sie!), natknalem sie nagle na emeryta. Zblizala sie pora odjazdu autokaru do Warszawy. A zarzekal sie, ze za 150 zlotych w zyciu juz nie pojedzie!

Wymyśliłem ostatnio, że nie mam pomysłu na siebie. Więc najpierw poszedłem się obrzezać, a później, czyli dziś wieczorem, wyjeżdżam na samotny rejs po Litwie. Kto wie, może duchy przodków mi pomogą.

Obrzezanie to nie taka fajna sprawa, jak się wydawało, i w sumie nikomu tego nie polecam. (Zrobiłem to nieco na przekór tendencjom panującym w ojczyźnie.) Na przekór tendencjom panującym w medycynie okazało się, że znieczulenie nie do końca mnie bierze… A doktor igłą (?) PAC, PAC, PAC i pyta, czy coś czuję. Prawie zemdlałem. Jeszcze długo po pot, miękkie nogi i czarno przed oczami. A co w trakcie? Nie jestem w stanie opisać. Proszę sobie (cienko) dośpiewać.

Ale są już pierwsze (pożądane) efekty: dziś po południu chłopiec z izraelskiej wycieczki poprosił mnie, żebym mu kupił papierosy, bo jest niepełnoletni. Dlaczego właśnie mnie wybrał ze sklepowej kolejki?

W pociągu matka z na oko dziesięcioletnim synem. Czytają wspólnie pismo „Bella Relaks” (?). Po pewnym czasie chłopak wymięka, odwraca się w stronę okna. Matka czyta dalej. Chwilę później podnosi głowę znad gazety, pochyla się do syna i szeptem: „Pierwsza elektrownia powstała w Związku Radzieckim”.

Przed wyjazdem na urlop należy pokazać się mamie. Która wie, że syn ma upragnione wolne. Braku wizyty nie daruje. Więc jadę.

Zanim jednak, postanawiam coś zrobić. Golę głowę. Kiedy jestem w połowie, patrzę, że mało czasu. Chowam maszynkę do torby i zakładam czapeczkę. Lecę. Spóźniam się. (Cały ja.) Idę na pizzę. (Następny pociąg na szczęście za godzinę.)

Po pierwszym kęsie przypominam sobie, że aparat. Całą drogę spędzam z resztkami sera na zębach.

Trzy godziny mijają jak sekunda. Cokolwiek się dzieje, nie denerwuje mnie, bo myślę: „Mama”

Kurna

2 komentarzy

Czwarta rano, plac Bankowy. Grupka buraków w pobliżu ratusza. Z ich burackiego samochodu, który ma pootwierane wszystkie drzwi i klapy (oprócz maski) leci buracka muzyka. Ale obciach!, myślę sobie, mijając ich jak najbliżej się da (żeby nie pomyśleli sobie, że się na przykład boję), kiedy jeden burak daje głos:

- Wziełem aparat, napożyczaem kart pamięci i tylko myśle, kurna, gdzie tu baterie ładować.

Ach, więc to turyści!

Jesteśmy spoza, więc nie chcą nas wpuścić.

- Wstęp tylko z zaproszeniami.
- E tam!
- Wstęp tylko z zaproszeniami.
- Niemożliwe!
- No chyba, że panowie są RAZEM – puszcza oko ochroniarz.
- Razem?! Nigdy w życiu!

Ale w końcu wchodzimy.


  • RSS