peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2007

Jestem jedną z atrakcji w autobusie linii 180, linii turystycznej, jeżdżącej z Powązek do Wilanowa. Bo prawą rękę – od nadgarstka aż po ramię – pokrywa mi ptasia kupa. Jest głównie biała, a w paru miejscach brązowa. Nikt nie zwrócił mi uwagi, zauważyłem sam po kilku minutach.

Kiedy obsra ptak, to podobno szczęście ma się w garści. Po wyjściu z autobusu puszczam więc totolotka. Dziewięć milionów! Nie znoszę pracy na etacie, więc w głowie snuję plany. Bycia wolnym już do końca życia. Pisanie i mieszkanie w wieżowcu Liebeskinda.

Dziś jednak sprawdzam: znów nie te numery. Ta ptasia kupa to była zwykła ludzka krzywda.

Siedzę na Metrze Służew. Obok kłóci się jakaś para. On do niej: „Bujaj się!” i bach! parasolką na ziemię. A ja umieram z zachwytu. Przypominają mi się lektury z dzieciństwa, których bohaterowie mówili zawsze takim dziwacznym, obcym mi językiem.

A potem jadę tym metrem do domu i w głowie ciągle: „bujaj się! bujaj się! bujaj się!”. Nie mogę się od tego uwolnić! „Bujaj się!” leci ze mną w bambuko.

- To okno zawsze takie odsłonięte?
- Tak.
- I nie masz żadnych zasłonek, rolet, nic?
- No, jak widać.
- A nie możesz niczego zarzucić, jakiejś szmaty? [sic!]
- Chyba żartujesz.
- To ja się muszę zastanowić…
- To wyjdź.

Kot nie zginął w wypadku, on po prostu umarł. Wygląda jakby zasnął z łapami na krawężniku. Reszta ciała śpi spokojnie rozciągnięta na jezdni.

Leń. Pluszak. Czarna, dobrze utrzymana martwa przytulanka. Śmieszne.


http://www.polskatimes.pl/2,9786.htm

Są lepsze miejsca na (nie tylko) świąteczne zakupy.

Lala

13 komentarzy

Od Lulu i Kacpra dostaję podkładkę pod talerze (ze smerfami) i ściskając ją w ręku, wychodzę na spotkanie z Edwardem. Okazuje się jednak, że chyba trochę za dużo wypiłem, bo chodzenie po wyjściu sprawia mi pewną trudność. Więc kiedy trafiam do Raski, wypijam tam tylko colę, coś pierdolę, a potem cudem docieram do domu. Ale gdzie jest podkładka? Wielki wstyd!

Nad ranem śni mi się, że od Lu&Ka wyszedłem po coś tylko na chwilę. I wracam, a na klatce znajduję głowę lalki. Nie wchodzę już na górę. Biorę głowę pod pachę i uciekam.

lalala.jpg

Dyskotekowe światło wygląda jak promień z otwartego serca pana – z tym że promień nie biało-czerwony, a przeważnie jaskrawozielony. Nie przeszkadza mi to się w nim kąpać, stojąc dokładnie na wprost źródła światła.

Chciałbym, żeby mi ktoś tak zrobił zdjęcie.

Pies jest psem, może być fajnym pupilem, ale niestety łóżko jest łóżkiem. Zwierzęta, jakie mam, to są rybki.

Wysiadam na metrze Świętokrzyska i dopiero kiedy nie mogę znaleźć drogi do domu, orientuję się, że to przecież jedna stacja za wcześnie. Czekam więc na następny pociąg. Nagle obok mnie wyrasta pani agentka literacka, która sprzedaje polskie książki w Niemczech i niemieckie w Polsce. Od słowa do słowa, przyznaję się, że odchodzę z dotychczasowego miejsca zatrudnienia. Ona wtedy komplement za komplementem. Dowartościowuję się i trochę smucę, bo nie słyszałem tego z tej strony, co trzeba.

Nie wszyscy mają klasę. Wracam do siebie, wypachniam się wodą Przemysławka, którą dostałem od Mou. Wypijam szybko sto ósmą tego dnia kawę i wybiegam na ostatnie spotkanie z pisarzem.

- „AHAHA AŁA ŁAAAŁ!!!” To właśnie do mnie dobiegło.

- Może oglądają Pospieszalskiego?

- Teraz ja się zaśmiałem na głos i będzie, że ja też!

- I że jeszcze przedrzeźniasz.


  • RSS