peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2008

Koleś: Czy można się przysiąść?
Ja: Przysiąść nie, ale usiąść możesz.
Koleś: To znaczy, że tu jest zajęte?
Ja: SIADAJ!!!

Po chwili.

Koleś: Lubisz Madonnę?
Ja: No… tak.
Koleś: To dlaczego nie tańczysz?

Wyprowadzka nam się trochę opóźnia, a tak naprawdę wcale nam się nie chce. Dlatego zrezygnowaliśmy ze zorganizowania PAAJ PARTY. Poza tym – jest żałoba narodowa. Do 19.00 w sobotę.

W sobotę o 19.00 samochody staną na ulicach polskich miast. Wysiądą z nich ludzie, uniosą do góry ręcę i zaczną wymachiwać biodrami.

Pierwsza: Niewydolność serca…
Druga: … to jest stan, w którym serce jest uszkodzone i nie dochodzi do przepływu krwi.

I tak przez dwie i pół godziny.

300 złotych za przeprowadzkę! 300 złotych za przewiezienie
czterech regałów, kanapy, biurka, iluś tam (no dobra, wielu) kartonów książek i
papierów. Obdzwaniam po kolei numery z internetu. Wszędzie takie ceny. Wreszcie
trafiam na jakichś studentów. Niby tańsi, ale stówę chcą za podstawienie.

Myślę, że jestem na to jeszcze za młody.

Kapitalizm

6 komentarzy

Zima zamieniła się w wiosnę, a mnie znów dopadło radosne
przeziębienie. Weekend w łóżku. Choć nie do końca. Bo na przykład wybrałem się
po lodówkę. Do jednej z sieci sklepów AGD, reklamującej się możliwością zakupów
na raty takich, że wystarczy dowód.

I kiedy odstałem swoje (Polak lubi słodki posmak zadłużenia),
okazało się, że dowód oczywiście nie wystarczy, bo trzeba mieć minimum
trzymiesięczny okres zatrudnienia, a ja w nowym miejscu pracuję dopiero od
początku stycznia. (Dopiero. A wydaje się, że od końca grudnia co najmniej.)

Pani zatroskana: Ale wie pan, może pan kogoś poprosić, żeby
za pana podpisał. To co, może pójdziemy i zarezerwujemy tę lodóweczkę?

Ja oczywiście obrażony: Dziękuję, ale kupię sobie za gotówkę po wypłacie.

A kiedy wracałem do domu, koło metra Centrum minąłem trzy
osoby z za dużym jak na trzy osoby transparentem „Załoga Budryka Jesteśmy Z
Wami”. Wielkie mi rzeczy!

Ale będę miał widok. ALE BĘDĘ MIAŁ WIDOK! Wysoko. Tylko
pusto strasznie. Muszę wszystko kupić albo dostać. Mam: regały na księgozbiór, kanapę, biurko, jakieś małe
szafki, krzesła. Dywan, który trzeba wyczyścić. To pokój. Ale jeszcze ta okropnie
goła kuchnia.

www.komisokazja.waw.pl.
Zaglądam do portfela: czy w nim coś jest, czy w nim niczego nie ma.

Pedały umawiają się pod Zarą. Jadę dalej, przeglądać
magazyny. Agata informuje, że się spóźni. Więc po skończeniu wertowania „Attitude”
w Traffiku (mają!) udaję się do pawilonów powoli. I po drodze odkrywam, że Alhambra
zamknięta. To boli. Alhambra to pamiątka po przodkach W Alhambrze było pysznie.

W Peweksie za to dziwnie, inaczej niż kiedyś. Nowy target,
więc od dzisiaj trzeba się ustawiać gdzieś dalej. Zjazd studentów politechniki.
Koło młodych ekonomistów. Lans na Reserved. Kto ma więcej warkoczy na swetrze? Sorry, nie jara mnie to.

Dwie kawalerki.


  • RSS