peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2008

…dopiero przed ćwierćwieczem zaprzestano publicznego kultu Świętego
Napletka we włoskiej wiosce Calcata, który dzięki żydowskiemu
obrzezaniu miał być jedyną materialną pozostałością po Chrystusie.

http://www.gazetawyborcza.pl/1,75248,5071861.html

Swoją drogą, ciekawe, czy przed mauzoleum watykańskim też będą się ustawiały kolejki.

Chłopiec na Kole:

- Ja słucham takiego internetowego radia, co na nim w nocy leci muzyka arabska. Ale nie powiedziałbyś. Jak zagraniczna!

Nie znam psa i nie znam chłopca, ale pies warczy na mnie, a jego pan, chłopiec, patrzy. Całkiem niedawno chłopiec psu założył kaganiec. Postąpił zgodnie z poleceniem policjantów, którzy podeszli do nich na przystanku. Może pies napotkał aprobatę tego czynu w moich oczach? Nie wiem. Warczy i zaczyna szczekać. Jest wyrywny.

Pan, chłopiec, go podtrzymuje. I już nie patrzy na mnie tak jak wcześniej, bo teraz patrzą na mnie wszyscy ludzie na przystanku. To już nie to samo.

Dlaczego ten pies tak szczeka? Czy to psikus? Dlaczego oni tak patrzą? Ludzie, nie zabiłem wam ojców i matek!

Mówią, że zwierzyna się na człowieku pozna.


jestes na tyle oszczedny w slowach, ze nie bardzo jest co rozumiec,

ale byc moze uwazasz, ze to czyni ciebie tak atrakcyjnym,

taka enigma…

Papaya

7 komentarzy

W pociągu para grubasów z klatką. W klatce jest kot, który
chyba się zesrał. Bo śmierdzi. Kota w klatce na kolanach trzyma ona. On tam
wkłada palec. I kot wtedy miauczy. Obleśny horror.

Potem on czyta gazetę: „O, popatrz, chcą zlikwidować Sezam i
postawić w to miejsce wieżowiec. A tam przecież jest Sphinx na
Świętokrzyskiej”.

Nie angina, a alergia. Objawy już wyleczone. Podróżuję do zakładu pracy z siatką leków. Bo niewykluczone, że to zakład pracy mnie uczula. (Grzyb?)

Jeszcze miała być dieta, ale przecież święta. Pan zmartwychwstał, palce lizać! Mama przywiozła się wraz ze mną do Warszawy. Poświątecznie. Będzie dieta randkowa.

W drodze do pracy rozmowa o słodkim życiu w Berlinie. Nad rozpostartą gazetą, z której sączy się powielkanocny jad polskich biskupów.

Kurwa, nienawidzę.

W M25 Generau wyjaśnia, że to, co mi dolega, to z całą
pewnością angina. Że teraz taki wirus szaleje po Warszawie i że musiałem go
złapać. Objawy się zgadzają. Ucho, gardło, brzuch. Pan ciężko doświadcza swoje
owce.

Zastanawiam się, na jakie jeszcze choroby z tych, o których
dotąd tylko słyszałem, będzie mi dane zachorować. Odra? Tyfus? Dur brzuszny?
Cała paleta!

Dziewczynki, które podchodzą do mnie i pytają, czy mam może
jakieś piguły, chcę zapytać, czy wiedzą, gdzie tutaj można dostać aspirynę.

Jestem napływem, który nie pamięta, ile zawdzięcza
Warszawie. Umiem tylko brać i szukać tanich okazji. Dlatego będę dzwonił po
najtdrajwers. Wybieram numer i pokazuję Agacie, jakie mam numery zapisane w
telefonie: „Nie odbieraj”, „Nie odbieraj 3″.

-  Był też „Nie odbieraj 2″, ale wykasowałem go, bo nie
dzwonił.

Koleś: A ja pracuję w Polsacie!
Pip: Tak? A co robisz w tym Polsacie?
Koleś: Pracuję w Polsacie Cyfrowym, jako referent w dziale obsługi klienta.

Za każdym razem, kiedy wjeżdżam do Warszawy, a wjeżdżam do
niej w każdy dzień roboczy po południu, i widzę ten cały podmiejski syf: budy,
hangary, reklamę na reklamie, dziurę w drodze na dziurze, rozklekotane autobusy
i korek, wieczny korek – myślę sobie: Azja. Codziennie postanawiam uczyć się
niemieckiego. A kiedy wczoraj wsiadłem na Okęciu do tramwaju numer 9, którym
jechałem na Wiatraczną, i zobaczyłem, że wszystkie jego przeguby (a był to taki
długi tramwaj, nowoczesny, firmy PESA) zajęte są pakami styropianu, pomyślałem
sobie jeszcze bardziej: Azja. Po drodze nie spuszczałem oka z pak i zakładałem
się ze sobą, że ich tajemniczy przewoźnik zacznie je wynosić w okolicach
którejś stacji WKD. Myliłem się. Dopiero tuż przed samą Wiatraczną z różnych
miejsc tramwaju zaczęli nagle wypływać mali Wietnamczycy, którzy w parę sekund opróżnili
pojazd z siebie i towaru.

Pomyślałem: Azja.


  • RSS