peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2008

- Wiesz, co mi napisał? „Mam niezbyt dużego, ale psotnego”.
 - To znaczy, ile?

- Właśnie to z niego wyciskam.

Rewanż

2 komentarzy

Agata wróciła wreszcie ze stypendium. Zasypałem ją informacjami o przebytych w tym czasie badaniach i rozlicznych chorobach, które u siebie podejrzewałem. No i urwał się wątek. Siedzimy w Przegryziu i słuchamy jednym uchem, tego, co się dzieje przy stoliku obok. Agata kiwa na mnie i na Ebo.

- Przybliżcie się.

To się przybyliżamy.

- W nocy dostałam zawału.

Za oknem w zakładzie pracy od paru dni występują półnadzy robotnicy. W zasadzie chłopcy. Nie do końca wiem, co oni robią, bo skupiam się na walorach. Nie do końca mogę się na nich skupić, bo siedzę tyłem do okna. Więc jestem wiecznie rozproszony.

- Ty, ale on ciągle patrzy ci się w monitor. Weź mu jakąś gołą babę wyświetl.

Ta, gołą babę. Lepszy goły facet. To byłaby dopiero próba! Ale nie będę taki. Otwieram nowy dokument i pisze czcionką siedemdziesiątką dwójką CZEŚĆ.

I nic…

Dziś rano:
- Wiesz, że to obcokrajowcy?

- Ej weź, niezła akcja, a ile on ma lat?

- Jakieś siedemnaście, osiemnaście, a może dziewiętnaście.

- Daj spokój…

- Ale wiesz, że z maturą to już nie chłop.

Opis na gayromeo: „Taki facet co wie czego chce…a może czasami i nie…”

Wypisz, wymaluj – ja.

W Planie Be sikam se do pysuaru i nagle wbiega jakaś Japonka
czy Chinka, i krzyczy „Grzesiek?!”, „Grzesiek!?”. Skaranie boskie z tymi
turystami. Staje przede mną, przygląda się i ciągle „Grzesiek?!”, „Grzesiek?!”,
„Grzesiek?!”. Zawiesiła się.

Patrzę w dół i myślę sobie „Grzesiek…? Niech będzie
Grzesiek”.

Tak go ochrzciłem, szczając.

Jedna moja koleżanka pracowała kiedyś jako łowczyni
bohaterów do talk show.

Pewnego dnia, tuż przed nagraniem, do którego znalazła
świetną bohaterkę, odbiera telefon. Dzwoni realizator.

- Czy zauważyłaś, że ona nie ma rąk?!

Nie zauważyła. Taka zarobiona!

- Ale spoko, wystarczy, że powiemy Ewie, żeby pamiętała,
żeby się z nią nie witać na wizji.

Ucieczka przez burzą (aaaa!) przeradza się w obiad z dziewczynkami z pracy, obiad przeradza się w picie, a picie kończy się tak późno, że kiedy dzwoni Ebo, żeby disco, nie mam już siły. Na dodatek autobus wraca jakimś objazdem, bo remont. Nie wiem, co się dzieje.

Następnego dnia rano mam pociąg do mamy. Nienawidzę kolei i na samą myśl, że będę musiał w tym smrodzie, robi mi się niedobrze.

Przy wyjściu z metra śliczny chłopiec wręcza mi gazetę PASSA. Biorę.

Bardzo mocno świeci jakaś gwiazda albo może leci samolot. Dzięki papierosom odkrywam, że w niebie jest fajnie. Podziwiam, paląc. Ten widok dobrze mi robi. Ten nałóg zbawia.

Przyszła podwyżka czynszu: 6, 66 zł.

Daj znać, jak dojdzie do ciebie kartka, bo wczoraj wrzuciłam do czegoś, co wydało mi się być skrzynką pocztową. A dziś jak tak patrzę, to właściwie nie wiem, co to.


  • RSS