peep blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2009

Lekarze oddziału zakaźnego szpitala wojewódzkiego w Zielonej Górze zatrzymali na obserwację kobietę ze stanem podgorączkowym, która spędziła urlop w Meksyku. – Jeśli okaże się, że jest to pierwszy przypadek świńskiej grypy, to jesteśmy gotowi – skomentowała tę wiadomość w TVN 24 Ewa Kopacz. (za Gazeta.pl)

Nareszcie w Polsce oczekiwana katastrofa!

O 6.38 przychodzi do mnie sms: „Halo Przemek. Wiem, że to głupie, że piszę do Ciebie w trudnych dla siebie czasach, ale to o czymś chyba świadczy. Czy śpisz?”. To świadczy o tym, że musisz mieć naprawdę przejebane, stwierdzam, skoro piszesz do mnie, a ja nawet nie mam twojego numeru. Czyli albo go wykasowałem, albo przepadł, kiedy telefon wpadł do kibla. Tak czy owak – musi to być stara znajomość. Taka znajomość z archiwum.

Trochę boję się obcych ludzi, którzy wysyłają do mnie smsy o 6.38 rano w niedzielę, zakładając, że nie śpię. Więc nie odpisuję. Jednak główka pracuje: kto to może być? Po przeszło godzinie, kiedy mam już swoje typy, postanawiam napisać: „a kto to?”. Dostaję odpowiedź „Szto era?”, a po chwili „A krto to?”. I wszystko jasne – czyjaś papuga dorwała się do telefonu. Papuga sprzed lat.

Intrygujący początek dnia.

apdejt:

14.36 – Sms „Sspie…”. Dwuznaczny i ostatni.

okolo 16.00 – Jem sobie obiad. Obok mnie dwóch facetów przy stoliku. Starszy i młodszy. Nagle starszy spada na ziemię. Drugi biegnie go podnieść. Nie wiem, czy w tej sytuacji wypada kontynuować posiłek. A jeśli on umiera? Rozglądam się. Gdzie jest ta cholerna obsuga? Facet od padniętego prosi mnie, abym potrzymał padniętemu nogi w górze. No to trzymam mu te nogi w górze dobrych parę minut. Padnięty wraca do pionu i upiera się, żeby dokończyć posiłek. Po czym, kiedy już jestem przy gołąbkach, znowu pada, ale tym razem też wyrzyguje wszystko, co zjadł. Mówię: koniec. Płacę i wychodzę, i nie patrzę.

około 20.00 – Jestem na nagraniu programu komediowego. Jak jest komedia w telewizji, to wiadomo, że trzeba się śmiać. Sadzają mnie w pierwszym rzędzie obok dziewczyny, która też ma na zębach aparat. Na szczęście, każde z nas śmiało się z czego innego.

Dobranoc.

Sobota rano

2 komentarzy

Wsiadam do windy, w której wcześniej ktoś puścił bąka, i tak
jak najczęściej zjeżdżam tą windą sam, teraz zatrzymuje się na piątym piętrze.
Wsiada facet, marszczy nos i od razu wiem, co sobie o mnie myśli. Dzielnie to
wytrzymuję. W końcu tylko winny się tłumaczy.

Dlatego nie tłumaczę parce, która stoi w kolejce przede mną w
Karmie, że jak się już podejdzie do baru, to trzeba być zdecydowanym albo
ustąpić miejsca tym, którzy stoją z tyłu. Ja chcę kanapkę z indykiem i dużą
americanę! Wiedziałem to, zanim się obudziłem. A oni:

- Jest latte? [„nie, kurwa, ale za to jest barszcz”, myślę z
tyłu]

- Jest. Którą podać?

- A jakie są?

- Mała, średnia i duża.

- A jeśli jest karłem?

- I jest gruby?
- Jeśli wygląda jak ta pufa?

Zadzwonił do mnie Edward Pasewicz w sprawie słonia Ninio,
ale nie zrozumiałem do końca, o co chodzi. Chyba chodzi o to:


http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article365082/Bronia_slonia_geja_przed_PiS.html

Obiecałem, że jak mi przyśle maila, wstawię info na bloga.
Proszę czekać. Trąby w górę, misie.

Napisałbym w końcu coś życiowego, ale dzieje się tak niedużo, że nawet Agatę dwa razy poinformowałem o tym samym, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Jest to zwyczajem ludzi co najmniej 40 lat ode mnie starszych, a jednak MI się przytrafiło! Za 40 lat będę powtarzał w kółko te same 3 wyrazy, tak jak teraz wystarczyłoby mi 15 filmów i tyleż książek, bo po przeczytaniu, czy tam obejrzeniu, zaraz wszystko zapominam.

Chwilowo dzieje się niedużo, ale kto wie, na co się zanosi.

- …ze spalonego teatru!

- Co to znaczy?

- No wiesz… Taka, wiesz… Nie prawdziwa modelka, tylko
taka podrobiona.

Rozmawiają dziewczyny, wychodząc ze Złotych Tarasów.

 

Siedzimy z Renatą w Powiększeniu i obmyślamy strategie zapoznawcze:
- Cześć, jestem wyniosły i zimny.

- A ja jestem wyniosła i pozbawiona ciepła.

Ale nie poznajemy nikogo, bo przychodzą znajomi.

Następnego dnia w tym samym miejscu Mirka wręcza mi talerz z napisem Służba Zdrowia. Wpadam na świetny pomysł: będę się leczył na nogi, bo na głowę już chyba za późno.

To jakaś paranoja: normalnie sobie jeżdżę, a jak wsiadam do samochodu na egzaminie, robię się sztywny. (I nie ma w tym ani krzty erotyki; prawdopodobnie.) Nigdy w życiu niczym się tak nie stresowałem.

- Na jakim manewrze oblałeś? Nie znam się na tym, ale może będę kojarzyła, o co chodzi.

- Wjechałem pod autobus.

Dwie staruszki w autobusie. Jadą razem, ale nie odzywają się do siebie. W pewnym momencie autobus staje na światłach, a obok jest punkt Lotto.

Pierwsza: Lotto, Lotto, Lotto…
Druga: Znałam kiedyś takiego pana, który wygrał w Lotto, jak umarł.


  • RSS